Podsumowanie roku 2021, plany na 2022

Właśnie minął kolejny, już czwarty rok działalności tego bloga. Ci, którzy dość regularnie śledzą stronę, pewnie zauważyli, że cyklicznie pojawia się tu wpis z podsumowaniem minionego roku oraz planowaniem kolejnego. Tak będzie i tym razem. Pora rozliczyć 2021 i zastanowić się, co chciałbym zrobić przez kolejne 365 dni.

Raczej nikogo nie zaskoczę pisząc, że wyszło nieco inaczej niż planowałem. Przecież co roku tak wychodzi, i pewnie nie tylko mi. Plany są dobre, bo pozwalają podtrzymywać motywację i ukierunkować wysiłek, ale wiadomo, że nie wszystko musi się udać. Czasem za mało się postaramy, kiedy indziej przeszkodzą nam czynniki zewnętrzne, w jeszcze innych przypadkach po prostu uświadamiamy sobie, że nie pragniemy już danej rzeczy tak bardzo, jak jeszcze parę miesięcy wcześniej.

Na końcu i tak pytanie jest jedno: czy jestem zadowolony? U mnie odpowiedź jest twierdząca. Większość z tego, co chciałem osiągnąć, faktycznie udało mi się zrealizować. Odwiedziłem mnóstwo przepięknych miejsc, rozwinąłem swoje umiejętności, poznałem wiele ciekawych osób i spróbowałem kilku nowych rzeczy. Takie rozstrzygnięcie brałbym w ciemno.

Ale dobra, przejdźmy do konkretów.

Podsumowanie roku 2021

Góry

Podobnie, jak rok wcześniej, góry były głównym obszarem mojej działalności. Znów były to głównie Tatry, w których udało mi się zdobyć wiele ciekawych szczytów zarówno zimą, jak i latem. W innych górach gościłem nieco mniej, najczęściej skupiając się na okolicznych Beskidach oraz krótkim wypadzie w Bieszczady. Ten ostatni cieszy mnie szczególnie, bowiem za wyjazd w tamte rejony zabierałem się dobrych parę lat.

Jeśli chodzi o przejścia zimowe, to najbardziej zadowolony jestem z wypadu na Ostry Rohacz, przejścia Granatów, wejścia na Zadni Kościelec, Zawratową Turnią, a także położoną w Tatrach Zachodnich Bystrą. W pamięć zapadła mi również nieudana próba przejścia Żlebu Kulczyńskiego, gdzie pomyliłem drogę i wpakowałem się w stromy, trudny teren. Skończyło się dobrze, jednak nie obyło się bez odrobiny stresu i niezłej lekcji pokory, głównie w kontekście oceny trudności i nachylenia terenu „z dołu”.

Latem działałem głównie poza szlakiem, przeważnie na Słowacji, choć i w polskiej części Tatr zdarzyło mi się zrobić parę ciekawych przejść. Najwięcej satysfakcji przyniosło mi wejście na najwyższy w Tatrach Gerlach, dość trudną Pośrednią Grań, a także odwiedzenie każdego z Mięguszowieckich Szczytów (Wielki, Pośredni, Czarny). Niejako przy okazji, udało się również zakończyć projekt Wielkiej Korony Tatr.

Pod koniec sezonu letniego zaczęły się przejścia o charakterze wspinaczkowym. Wraz z kolegą przeszliśmy Grań Kościelców, Ciemnosmreczyńskiej Turni oraz zdobyli Mnicha. Nie było tego wiele, ale muszę przyznać, że chodzenie z liną bardzo mi się spodobało i chciałbym, aby w przyszłości było tego więcej.

W zeszłym roku udało mi się również parę wypadów na via ferraty. Odwiedziłem Dwie Wieże, Martinské Hole, Komin i Ferratový Svet, a także nową trasę na Czerwoną Ławkę. Było fajnie, choć niestety, w ten sposób wyczerpałem pulę położonych najbliżej nas, słowackich ferrat. Aby przejść coś nowego, musiałbym się wybrać o wiele dalej – pewnie do Czech lub Austrii.

No i wycieczki wielodniowe, z noclegami w terenie. Tu znów nie było tak, jakbym chciał. Przeszedłem dość ciekawy Szlak Dolinek Jurajskich oraz dwudniową trasę z Babiej Góry na Pilsko, jednak na tym koniec. Chyba powoli dociera do mnie, że wolę inną formę turystyki, opartą na krótszych trasach i szybkich, intensywnych przejściach. Do tych długich ciągnie mnie coraz mniej, szczególnie jeśli miałyby być robione samodzielnie.

Wspinaczka

To zdecydowanie największe odkrycie minionego roku. Sport, w kierunku którego zmierzałem od dłuższego czasu, jednak dopiero pod koniec 2021 roku wciągnąłem się na dobre. Zaczęło się od wypadów w skały, gdzie jeden z kolegów nauczył mnie podstaw i zabierał „na drugiego” na łatwe drogi. Później przyszło samodzielne prowadzenie, wspinanie z innymi osobami i w końcu wyjazdy w Tatry, by pokonać parę dróg o trudnościach na granicy II i III.

Z czasem wciągałem się coraz bardziej. Gdy nie dało się działać w Tatrach (a przez tamtejszą, bardzo kapryśną pogodę, częściej się nie da niż da), jeździliśmy w skały, szlifując swoje umiejętności i poznając nowe rejony. W końcu przyszła jednak zimą, co zmusiło nas do migracji na sztuczką ściankę wspinaczkową. Tamtejsze wspinanie wygląda nieco inaczej, ale ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu, również daje sporo frajdy.

Wspinaczka jest również na tyle fajna, że bardzo łatwo jest śledzić swoje postępy. Są one dosłownie opisane wartościami liczbowymi, co potrafi dać niezłą motywację do treningów i przesuwania własnych granic. Kończąc rok 2021, mogę się pochwalić następującymi wynikami:

  • drogi poprowadzone w Tatrach: II, miejsca III
  • drogi sportowe poprowadzone w skałach: V
  • drogi pokonane na wędkę na ściance wspinaczkowej: pojedyncze VI.1, kilka VI+

Na kimś, kto wspina się regularnie, te cyfry nie zrobią pewnie żadnego wrażenia. Ja jednak wciąż jestem początkujący – we wspinaczkę bawię dopiero parę miesięcy, więc praktycznie każdy wypad daje mi mnóstwo frajdy i pozwala zrobić „coś więcej”.

Rower

Do połowy roku szło mi naprawdę nieźle. Pod koniec zimy zacząłem więcej jeździć, szybko wróciłem do zeszłorocznej formy. Najpierw kręciłem się po bliższych okolicach Krakowa, potem zaczęły się dalsze, bardziej śmiałe wypady. Na rowerze dojechałem do Opola, Łodzi i wciągu dwóch dni do Wrocławia. Pobiłem swój rekord najdłuższej dziennej trasy, podciągając go do wartości 254 kilometry.

Później był jeszcze wypad w Bieszczady, na Wielką i Małą Pętlę Bieszczadzką, a potem… koniec. Przyszło lato, zaczęły się wyjazdy w Tatry lub skały i wycieczki rowerowe zeszły na dalszy plan. Niestety, nie dam rady wygospodarować czasu na wszystko, co bym chciał, więc rower musiał ustąpić miejsca innym aktywnościom.

Blog i kanał na YouTube

Dla „Projektów Przygodowych” był to kolejny bardzo udany rok. Liczba odwiedzin na blogu wciąż rośnie, w całym roku sumując się do grubo ponad 600 tysięcy odsłon. Niezmiennie, największą poczytnością cieszą się wpisy o popularnych trasach rowerowych, szlakach blisko Krakowa oraz tatrzańskiej turystyce pozaszlakowej.

Początkiem 2021 udało mi się wystartować z kanałem na YouTube. Obecnie jest tam już 38 filmów, łącznie mających ponad 60 tysięcy wyświetleń. Najwięcej widzów przyciągnęły materiały o wejściach na Mięguszowiecki Szczyt Wielki, Łomnicę oraz Gerlach. Pod koniec roku „na pokładzie” było około 820 subskrybentów.

Przyznam, że nieco zaskoczył mnie tak pozytywny odbiór tego kanału. Pod materiałami pojawia się wiele miłych komentarzy, łapki w dół należą raczej do rzadkości. Krytyki oraz „hejtu” jest bardzo mało, choć tego się akurat nie uniknie, bo wiadomo, że to co robię w górach (i w jaki sposób to robię), nie każdemu przypadnie do gustu.

Wszystkim, którzy czytają, oglądają, komentują i piszą maile serdecznie dziękuję. Jesteście dla mnie bardzo ważni i to dzięki Wam wciąż chce mi się tworzyć nowe treści.

Plany na rok 2022

No dobra, podsumowanie minionego roku za nami, teraz pora zdradzić nieco pomysłów na najbliższe 12 miesięcy. Pisząc te słowa, mam nadzieję, że uda mi się zdziałać równie dużo, choć obawiam się, że może być nieco trudniej. Z przyczyn osobistych, czeka mnie ciężki, bardzo pracowity początek roku, więc zimą i w pierwszych miesiącach wiosny mogę nie mieć aż tyle czasu na realizację pasji. Mam jednak nadzieję, że i tu uda się wygospodarować trochę wolnego, a potem solidnie nadrobić zaległości.

Góry

Jestem niemal pewny, że one wciąż będą w centrum mojego zainteresowania. Jest wiele rzeczy, które chciałbym w tym roku zrobić w Tatrach oraz innych, niepoznanych jeszcze pasmach. Zimą raczej skupię się na tych pierwszych. Jest kilka miejsc, w które na pewno chciałbym zajrzeć oraz spora pula takich, do których nie trzeba by mnie długo namawiać. Nie spodziewam się jednak znacznego podnoszenia poziomu trudności. Do zimowego wspinania jeszcze mnie nie ciągnie, więc póki co poruszanie się po szlakach czy prostych drogach pozaszlakowych jest dla mnie wystarczające.

Latem sytuacja się zmieni. Tu spodziewam się już regularnego rozwoju i zaglądania na coraz trudniejsze szczyty. Może zacznę też pokonywać drogi typowo wspinaczkowe. Sporo zależy od tego, czy uda mi się znaleźć odpowiednich partnerów na takie wypady. Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z łatwiejszych, nazwijmy to „zeroplusowych” tras. Do tych ciągnie mnie równie mocno, co wcześniej. Po prostu chciałbym je przeplatać z czymś ambitniejszym.

Wyjazd w wyższe góry to już chyba standardowy punkt tych podsumowań. W poprzednim roku znowu nie wyszło, jednak teraz mocno postaram się, by zrealizować to marzenie. Wydaje mi się, że w 2022 będę już miał pod to jakąś bardziej zaufaną ekipą, a ponadto, już teraz spędziłem trochę czasu nad rozgryzieniem logistyki takich wypadów. Pomysłów jest co najmniej kilka, więc mam nadzieję, że w końcu uda mi się któryś z nich zrealizować.

Wspinaczka

To będzie prawdopodobnie mój drugi główny kierunek rozwoju. Wspinanie daje mi mnóstwo frajdy, a przy okazji wymaga znacznie mniej zachodu niż wyjazd w góry. Na skały nie potrzeba aż tyle czasu, a o przyzwoitą pogodę zdecydowanie łatwiej. Na ściankę można wpaść praktycznie kiedy tylko ma się ochotę. Jedyny problem w tym, że raczej nie jest to sport indywidualny, więc do większości wypadów trzeba jeszcze namówić drugą osobę. Pewnie będę więc potrzebował nieco rozbudować grono znajomych, którzy chcieliby się wspinać równie często, jak ja.

W sumie, nie zależy mi na jakimś konkretnym podnoszeniu poziomu. Wiadomo, że z czasem cyfry będą rosły, jednak dla mnie najważniejsze pozostaje czerpanie radości z tej dyscypliny, poprawa techniki oraz unikanie kontuzji. Nie pogardzę również eksploracją nowych rejonów wspinaczkowych, jak na przykład słynne, choć leżące daleko od Krakowa Sokoliki.

Myślę również, że za jakiś będę chciał zacząć tworzyć jakieś materiały dotyczące wspinania. Póki co, uważam, że jestem w tym kiepski, więc nie ma to większego sensu, ale wraz z rozwojem umiejętności pewnie będę miał coś do powiedzenia lub pokazania.

Rower

Tu mam pewien problem. Bo z jednej strony wydaje mi się, że większość ciekawych miejsc w swojej bliżej okolicy już odwiedziłem, a z drugiej, te dalsze wypady nie cieszą mnie aż tak bardzo, jak myślałem, że będą. Szczególnie, gdy jazda jest samotna i wiąże z jakimiś dłuższymi przerwami. Z tego powodu, na rok 2022 nie wyznaczyłem żadnych konkretnych celów rowerowych. Na pewno będę chciał sporo jeździć i podtrzymywać formę, ale bez nastawiania się na konkretne trasy czy rezultaty.

Rozwój „Projektów Przygodowych”

W tej kwestii również ciężko mówić mi o konkretach. Nie spodziewam się wprowadzania zbyt wielu nowości. Będzie raczej więcej tego samego (zarówno na blogu, jak i na YouTube), choć mam nadzieję, że coraz lepszej jakości. Mam mnóstwo pomysłów na nowe filmy i artykuły, potrzebuję tylko czasu i okazji, by pozbierać materiały. Motywacji do działania na pewno nie braknie.

Na zakończenie chciałbym oczywiście Was, drodzy widzowie i czytelnicy mocno pozdrowić, życzyć wszystkiego najlepszego w rozpoczętym właśnie 2022 roku oraz zaprosić po nowe treści, w które mam nadzieję, pojawią się tu już niedługo!

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.