Tarnica, Halicz, Rozsypaniec – pętla z Ustrzyk Górnych

Bieszczady są bez wątpienia jednym z najładniejszych i najbardziej popularnych pasm gór w Polsce. W miniony weekend miałem okazję wybrać się tam na pierwszą w życiu pieszą wędrówkę i odwiedzić kilka bardziej znanych szczytów. W tym artykule opiszę pierwszą z wycieczek, będącą dość długą pętlą przez Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec.

Ech, Bieszczady… Ileż ja się tam wybierałem, zanim faktycznie jakiś wyjazd doszedł do skutku. Choć wiedziałem, że będzie fajnie i jakaś większa zachęta nie była mi potrzebna, przez naprawdę wiele lat było mi z tymi górami nie po drodze. Bo daleko, bo ciężko dojechać, bo skromna baza noclegowa, bo zawsze było coś ciekawszego do roboty w Tatrach. Powodów nie brakowało, jednak cały czas wiedziałem, że fajnie byłoby w końcu znaleźć jakiś termin i wyskoczyć choć na parę dni.

Dobra okazja nadarzyła się w długi, listopadowy weekend. To już po sezonie, więc o nocleg nietrudno, a ponadto pogoda nie pozwalała na jakiś ambitniejsze zabawy w wyższych górach, czy udostępnionych do wspinaczki skałach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Stwierdziliśmy więc ze znajomym, że pora działać – lepszej okazji w tym roku już pewnie nie będzie.

Tarnica, Halicz, Rozsypaniec – garść praktycznych informacji

Plan na pierwszy dzień był następujący: dojechać do Ustrzyk Górnych, zostawić auto na jednym z tutejszych parkingów i zrobić długą pętle przez kilka bieszczadzkich szczytów. Według mapy miało wyjść około 9 godzin wędrówki, podczas której do pokonania będzie prawie 29 kilometrów i niemal 1100 metrów podejść. Jak na końcówkę jesieni dość sporo, jednak obaj mamy na tyle dobrą formę, by spokojnie zmierzyć się z tym dystansem.

Najwyższym punktem na trasie jest mierząca 1346 metrów Tarnica. Przy okazji, jest ona również najwyższym szczytem polskiej części Bieszczad, przez co niemal codziennie wchodzi tam masa ludzi. Jeśli chcemy uniknąć tłoku, zdecydowanie warto wystartować wcześnie rano i iść dość szybkim tempem. Jeśli się uda, na pewno będzie warto, bo widoki z wierzchołka są naprawdę fajne.

Szlaków prowadzących na Tarnicę jest kilka. Najkrótszym i najpopularniejszym jest niebieski z miejscowości Wołosate. My będziemy jednak wchodzić czerwonym, startującym z Ustrzyk Górnych. To o godzinę dłużej i niemal 150 metrów wyżej, jednak chcąc pokonać wspomnianą pętlę, lepiej będzie wybrać ten wariant. Niebieski dobrze nadaje się do krótszych wycieczek.

Na szczycie Tarnicy znajduje się wysoki, metalowy krzyż, a także sporo ławek, gdzie można usiąść i zregenerować siły. Punktów do odpoczynku nie brakuje również po drodze, w różnych miejscach szlaku. Generalnie, podejścia nie są tu ani szczególnie strome, ani w inny sposób wymagające. Wiele odcinków jest wręcz zamienionych w drewniane chodniki lub schody z barierkami.

Dwa inne cele tej wycieczki to wejście na Halicz (1333 metry n.p.m.) oraz na Rozsypaniec (1280 metrów). Te są już nieco mniej popularne niż Tarnica, choć wciąż chętnie odwiedzane, szczególnie szlakiem przez Przełęcz Bukowską. Na Haliczu też trafimy na metalowy krzyż (choć mniejszy) oraz sporo ławek. Rozsypaniec jest nieco skromniej „wyposażony”, choć i tam znajdzie się coś do siedzenia.

Jeśli ktoś wybiera się na taką wycieczkę samochodem (a jest to chyba najlepsza opcja na dostanie się w Bieszczady), będzie mógł zostawić pojazd na jednym z parkingów w Ustrzykach Górnych, ewentualnie w położonej parę kilometrów dalej miejscowości Wołosate. Miejsca postojowe są płatne, obecnie kosztują 18 złotych za dobę. Płatny jest również wstęp do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Za bilet normalny zapłacimy 8 złotych, za ulgowy 4.

Wejście na Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec – relacja z wycieczki

Dojazd z Krakowa w Bieszczady

Kawał drogi jest w te Bieszczady. Według map Google, nawet bez korków dojazd zajmie około czterech godzin. Żeby więc być na szlaku o jakiejś rozsądnej godzinie (co dla mnie oznacza okolice wschodu słońca), z Krakowa postanawiamy wyruszyć w środku nocy.

Mój budzik dzwoni o 1:30. Wstaję, zabieram przygotowane poprzedniego wieczora plecaki i schodzę do samochodu. Opuszczam osiedle, zgarniam Marka z innej części Krakowa i ruszamy dalej na wschód. Po chwili jesteśmy już na obwodnicy, którą równie szybko docieramy do autostrady A4.

Autostradą dojeżdżamy do węzła Tarnów Centrum, później zaczyna się długi przejazd serią dróg krajowych: najpierw 73 do Jasła, potem 28 do Sanoka, w końcu 84 do Ustrzyk Dolnych. W tych ostatni odbijamy na południe i drogą wojewódzką 896 kierujemy się do będących naszym celem Ustrzyk Górnych, gdzie parkujemy auto na dużym parkingu po prawej stronie drogi. Ten ostatni odcinek dość dobrze pamiętam z mojej tegorocznej wycieczki rowerowej po Wielkiej Pętli Bieszczadzkiej.

Tarnica – wejście z Ustrzyk Górnych

Osoby pobierającej opłaty jeszcze nie ma, więc po prostu oddalamy się ze świadomością, że podobnie jak w Tatrach, zapłacimy przy odjeździe. Wracamy na drogę, cofamy się kawałek przez most nad potokiem Wołosaty i tam przy najbliższej okazji skręcamy w prawo. Na skrzyżowaniu mijamy też drogowskaz informujący, że na Tarnicę mamy 3:15h marszu.

Za zakrętem idziemy po asfalcie jeszcze niecały kilometr. Ulica prowadzi przez las, a kończy się przy kolejnym parkingu oraz jeszcze zamkniętym punkcie poboru opłat. Wchodzimy więc za darmo, trafiając na kolejną drogę, tym razem z wyraźnie gorszą nawierzchnią.

Ustrzyki Górne, szlaki
Asfaltowy początek pętli.
Ustrzyki Górne, czerwony szlak
Leśna droga kawałek za punktem poboru opłat.

Kawałek dalej skręcamy na typowo leśną ścieżkę i zaczynamy delikatne podejście. Tu po raz pierwszy trafiamy na drewniane ułatwienia, które będziemy spotykać jeszcze wiele razy podczas tej wycieczki. Może to taka bieszczadzka specjalność, przynajmniej na tych bardziej popularnych szlakach.

Ustrzyki Górne, szlak czerwony
Drewniany chodnik w początkowej części podejścia.
Ustrzyki Górne, szlak na Tarnicę
Bardziej naturalny teren kawałek dalej.

Po chwili podejścia odrobinę się obniżamy, po czym trafiamy na kolejny odcinek pod górę. Cały czas idziemy lasem, dość szybko zauważając naprawdę gęste oznaczenia tej trasy. Fakt, to jest Główny Szlak Beskidzki, jeden z najważniejszych w Polsce, jednak są tu odcinki, gdzie biało-czerwone symbole znajdują się dosłownie co 20-30 metrów.

Ustrzyki Górne, czerwony szlak na Tarnicę
Chwila zejścia w dół.
Ustrzyki Górne, szlak czerwony na Tarnicę
A potem znów do góry, po jakże charakterystycznych dla okolic Tarnicy, drewnianych schodach.

Z czasem las zaczyna się przerzedzać, a jego miejsce zajmują trawy w jesiennych kolorach. Co prawda, na te najpiękniejsze barwy spóźniliśmy się tak ze dwa tygodnie, ale i tak krajobraz wygląda naprawdę ładnie. Dopisuje też pogoda – dziś praktycznie cały dzień ma być dość ciepło i słonecznie.

Szlak na Tarnicę
Gdzieś na granicy lasu.

Wydostawszy się spośród drzew, mijamy jakiś większy punkt odpoczynku z wieloma drewnianymi ławeczkami, a następnie kontynuujemy to łagodne podejście. Teraz poruszamy się już wyłącznie w otwarty terenie, kierując na leżący kawałek przez Tarnicą, Szeroki Wierch.

Tarnica z Ustrzyk Górnych
Podejście w stronę Szerokiego Wierchu. Niestety, dziś przez większość czasu poruszamy się pod słońce, co wyraźnie obniża jakoś robionych zdjęć.
Wejście na Szeroki Wierch
Idąc ku Szerokiemu Wierchowi, możemy podziwiać żółte i czerwone odcienie bieszczadzkiej jesieni.

Przed szczytem Szerokiego Wierchu mamy jeszcze trochę schodów, później wdrapujemy się na trawiasty wierzchołek szczelnie otoczony taśmami i znakami zabraniającymi schodzenia ze szlaku. Stąd bardzo dobrze widać już Tarnicę, do której mamy nie więcej niż 20-kilka minut drogi.

Szlak na Szeroki Wierch
Czerwony szlak przez wierzchołek Szerokiego Wierchu.
Szeroki Wierch, Bieszczady
Tarnica oglądana z Szerokiego Wierchu.

Z Szerokiego Wierchu dość szybko schodzimy na pobliską Przełęcz pod Tarnicą, gdzie znajduje się skrzyżowaniu kilku szlaków. By wejść na najwyższy szczyt polskiej części Bieszczad, będziemy musieli na chwilę opuścić Główny Szlak Beskidzki i przeskoczyć na kolor żółty.

Przełęcz pod Tarnicą
Przełęcz pod Tarnicą. Tu odbijamy na szlak koloru żółtego.

Według drogowskazu, do szczytu mamy stąd 15 minut. W praktyce pokonujemy ten odcinek znacznie szybciej, podchodząc – tu raczej bez zaskoczenia – po długim odcinku drewnianych schodków. Wkrótce docieramy do wierzchołka, gdzie na szerokim, kamienistym „placu” stoi metalowy krzyż oraz wiele ławek. Całość otoczono drewnianym płotem oraz licznymi znakami zabraniającymi jego przekraczania.

Wejście na Tarnicę
Końcowe podejście na Tarnicę.
Tarnica
Na szczycie Tarnicy.

Pod względem widoków, Tarnica ma całkiem sporo do zaoferowania. Wierzchołek nie jest niczym zarośnięty, więc turyści mogą podziwiać pełną panoramę. Praktycznie z każdej strony są jakieś niższe lub wyższe góry, niewiele jest natomiast ludzkich osad. Największą dzikość można zauważyć po ukraińskiej stronie granicy, gdzie w sumie znajduje się główna część Bieszczad.

Widoki z Tarnicy
Widoki z Tarnicy w kierunku wschodnim.
Tarnica, widoki ze szczytu
Spojrzenie na południe.
Tarnica, widoki
Południowy-wschód, gdzie widać sporo szczytów ukraińskiej części Bieszczad.
Tarnica, widoki z wierzchołka
Tutaj strona zachodnia. W prawej części zdjęcia można dostrzec obie Połoniny.

Halicz – wejście przez Przełęcz Goprowską

Po dłuższej przerwie na wierzchołku Tarnicy postanawiamy iść dalej. W tym miejscu „dalej” wiąże się jednak z koniecznością ponownego przejścia żółtym szlakiem. Wracamy więc na schodki i z ich pomocą szybko przemieszczamy się na Przełęcz pod Tarnicą.

Tarnica, zejście
Zejście z Tarnicy.

Na skrzyżowaniu skręcamy w prawo i zaczynamy kolejne zejście, tym razem ku Przełęczy Goprowskiej. Odcinek jest krótki (ma niecały kilometr), łagodnie nachylony, a do tego dość pusty, bo większość przebywających w okolicy turytów kieruje się na Tarnicę.

Zejście na Przełęcz Goprowską
Zejście na Przełęcz Goprowską.

Kawałek przed Przełęczą Goprowską mijamy okazałą wiatę, później docieramy do kolejnego skrzyżowania szlaków. Chcąc iść na Halicz, odbijamy lekko w prawo i ruszamy w stronę trawiastego zbocza. Na tym odcinku pojawia się pewna nowość w postaci gęstego, śliskiego i klejącego się do butów błota. Mi jakoś szczególnie ono nie przeszkadza, natomiast Marek zaczyna marudzić i coraz częściej chodzi po trawkach rosnących przy wydeptanej ścieżce.

Przełęcz Goprowska
Rozdroże szlaków na Przełęczy Goprowskiej.

Przez chwilę poruszamy się niemal płaską dróżką wzdłuż zbocza Krzemienia, jednak już parę minut później zaczyna się ona łagodnie wznosić. Powoli zdobywamy wysokość, ciesząc się spokojem okolicy oraz świetnymi widokami na mijaną po prawej stronie Tarnicę. Teraz jest tam już znacznie więcej ludzi niż podczas naszego niedawnego pobytu.

Szlak na Halicz
Łagodnie nachylone podejście zboczem Krzemienia.
Czerwony szlak na Halicz
Kawałek wyżej mamy już niezły widok na Halicz, który stanowi następny cel naszej wędrówki.

Gdy podejście dobiega końca, odbijamy lekko w lewo i podchodzimy w stronę Kopy Bukowskiej. Na ten szczyt jednak nie wchodzimy, a jedynie mijamy go od południa, wchodząc na ładne, trawiaste tereny Połoniny Bukowskiej.

Kopa Bukowska
Kopa Bukowska.
Bieszczady, szlak na Halicz
Obejście Kopy od południa. W tle widoczne podejście na Halicz.

Kolejny odcinek to znów lekki skręt w prawo, a następnie łatwy marsz na południe. Tu najpierw lekko schodzimy, a później już tylko nabieramy wysokości aż do osiągnięcia wierzchołka Halicza. Po drodze odwiedzamy jeszcze mało wybitny szczyt o nazwie Wierszek Jeleni.

Podejście na Halicz
Przejście przez Połoninę Bukowską.
Halicz, wejście
Łagodne podejście na Halicz.
Halicz
Szczyt Halicza.

Na Haliczu również możemy obejrzeć metalowy krzyż, choć ten jest zdecydowanie niższy niż zamontowany na Tarnicy. Ze znajomo wyglądających rzeczy są również liczne ławki oraz okrążający wszystko, drewniany płotek. My zajmujemy jedno z wolnych miejsc i postanawiamy zrobić kolejny dłuższy postój.

Halicz, widoki
Widok na pokonane właśnie podejście. Tarnicę widać w środkowej części tego zdjęcia.
Halicz, krzyż
Krzyż na Haliczu.
Halicz, Bieszczady
A tak prezentuje się dalsza część czerwonego szlaku.

Przejście na Rozsypaniec

Z Halicza schodzimy podłożem częściowo skalistym, w towarzystwie drewnianego ogrodzenia. Kawałek dalej przy ścieżce ciągną się już tylko taśmy, później i one znikają, przez co możemy się w pełni cieszyć otwartym terenem dookoła.

Zejście z Halicza
Kawałek na szczytem Halicza.

Przez parę kolejnych minut kontynuujemy zejście na nienazwaną przełęcz, po czym ruszamy w górę na kolejny szczyt. To podejście również jest bardzo łagodne, więc raczej nie sposób się zmęczyć. Po prostu idziemy wygodną ścieżką wśród trawek aż osiągamy wierzchołek Rozsypańca.

Szlak na Rozsypaniec
Okolice przełęczy między Haliczem a Rozsypańcem.
Wejście na Rozsypanec
Podejście na Rozsypaniec.

Ten szczyt nieco różni się od dwóch opisanych wcześniej. Nie ma krzyża ani płotków, a ławek jest tylko kilka. Większość turystów przysiada więc na kamieniach, które wystają czasem z głównie trawiastego wierzchołka. Widoki są natomiast bardzo podobne do tych na Haliczu. Choć to akurat nie dziwne, biorąc pod uwagę niewielką odległość dzielącą te góry.

Rozsypaniec
Na szczycie Rozsypańca.
Rozsypaniec, Bieszczady
Widoki na południe.

Zejście na Przełęcz Bukowską

Postój na Rozsypańcu jest dość krótki. Po kilku, może kilkunastu minutach ruszamy dalej, co w tym miejscu oznacza zejście łagodną ścieżką na południe. Przechodzimy tak kilkaset metrów, potem mijamy jakieś niewielkie wypiętrzenie i obniżamy się jeszcze bardziej w stronę Przełęczy Bukowskiej. Na tym odcinku jest nieco stromiej, miejscami pojawia się też drewniany płotek.

Rozsypaniec, zejście
Zejście na Przełęcz Bukowską.

Dochodząc na przełęcz mijamy dużą wiatę, za którą znajduje się szutrowa droga. Czerwony szlak skręca tu w prawo, jednak my postanawiamy podejść jeszcze na pobliski punkt widokowy. To tylko jakieś 100, 150 metrów dalej, a widoki są znacznie lepsze. No i docieramy aż do granicy z Ukrainą, gdzie pełno ostrzegawczych tabliczek o zakazie pójścia dalej.

Przełęcz Bukowska, wiata
Wiata na Przełęczy Bukowskiej.
Przełęcz Bukowska
Drogowskaz oraz tabliczka z nazwą miejsca. W tle droga prowadząca na pobliski punkt widokowy.
Przełęcz Bukowska, granica
Punkt widokowy przy granicy z Ukrainą.

Zejście przez Wołosate do Ustrzyk Górnych

Spędzamy chwilę przy granicy, później wracamy na czerwony szlak i zaczynamy zejście. Choć patrząc na dystans, jesteśmy dopiero tuż za połową, większość atrakcji mamy już za sobą. Niemal wszystko, co zostało, będzie się już rozgrywać na łatwych drogach o szutrowej lub asfaltowej nawierzchni.

Poniżej przełęczy zaczyna się las. Ładny, pełen jesiennych kolorów, o mieszanym drzewostanie. Schodzimy tu łagodnie nachyloną szosą, przez chwilę mając niezły podgląd na odwiedzoną parę godzin wcześniej Tarnicę. Później widoki stopniowo zanikają, a zejście staje się mało urozmaicone i w końcu trochę monotonne.

Zejście z Przełęczy Bukowskiej
Zejście z Przełęczy Bukowskiej z widokiem na Tarnicę.
Przełęcz Bukowska, zejście
Ta sama droga kawałek dalej.
Szlak Przełęcz Bukowska - Wołosate
I jeszcze dalej. Jest całkiem ładnie, ale w krajobrazie zmienia się niewiele.

W pewnym momencie docieramy do barierek zagradzających szlak. Na jednej z drewnianych belek wisi informacja o remoncie i kierunku obejścia. Tu skręcamy w prawo i po leśnej ścieżce odchodzimy kilkaset metrów rozkopanej drogi. Później znów wracamy na szuter i kontynuujemy zejście do Wołosatego (bo chyba tak odmienia się nazwę tej miejscowości).

Zejście Przełęcz Bukowska - Wołosate
Leśne obejście remontowanego odcinka szlaku.
Czerwony szlak Przełęcz Bukowska - Wołosate
No i znów na szutrowej drodze.

W końcu wychodzimy z lasu i z szutru przeskakujemy na niezłej jakości asfalt. Zanim jednak ruszymy nim w stronę miejscowości, zaglądamy na moment na łąkę po prawej, skąd rozciąga się kolejny niezły widok na Tarnicę. Później wracamy na drogę i zaczynamy kolejny długi, niekoniecznie ciekawy odcinek.

Wołosate, droga
Droga do Wołosatego.

Samo Wołosate jest bardzo małą miejscowością. Ot parę domków, jakiś sklep i duży parking dla turystów. Przebijamy się przez to w ciągu paru minut, po czym kontynuujemy marsz w dół szosy. Gdzieś tu mijamy również drogowskaz informujący o końcu czerwonego szlaku. Dla nas miejsce nie ma większego znaczenia, jednak osoby wędrujące Głównym Szlakiem Beskidzkim dość często cieszą się tu z ukończenia swojego długodystansowego przyjścia (ewentualnie zaczynają wycieczkę, choć GSB przeważanie pokonuje się jednak z zachodu na wschód).

Główny Szlak Beskidzki, koniec
Wschodni kraniec Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Stąd do Ustrzyk Górnych mamy jeszcze ponad 5 kilometrów. To łatwa, dość nudna droga, więc jak ktoś chce, to może sobie skrócić drogę jeżdżącymi od czasu do czasu busami. My jednak postanawiamy „walczyć” do końca i zamknąć pętlę na własnych nogach. Czy warto? Dla mnie oczywiście tak, ale pewnie nie każdy będzie podzielał entuzjazm. Obiektywnie patrząc, jest to najmniej ciekawy odcinek trasy, nie wnoszący wiele do tej wycieczki.

Przejście wspomnianego fragmentu zajmuje nam około godziny. Docieramy do skrzyżowania w centrum Ustrzyk, przechodzimy na drugą stronę i chwilę później jesteśmy na parkingu. Teraz wypadałoby w końcu zapłacić za postój, ale parkingowego wciąż nie ma. Żadnych kartek za szybą też nie znalazłem, więc po prostu wsiadamy do auta i odjeżdżamy.

Dalszy ciąg wycieczki

Z Ustrzyk Górnych kierujemy się do położonej około 20 kilometrów dalej wsi Smerek. Tam mamy wykupiony pokój, gdzie będzie można się umyć, zjeść coś ciepłego i przespać w komfortowych warunkach. W Bieszczadach zostajemy bowiem do jutra, z zamiarem przejścia dwóch słynnych połonin: Caryńskiej oraz Wetlińskiej. O tym napiszę jednak w osobnych artykułach.

Pętla przez Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec – podsumowanie

No i pierwszy dzień wypadu w Bieszczady zakończony. Plan się udał, a wliczając przerwy mieliśmy około 9 godzin fajnej wędrówki praktycznie od wschodu do zachodu słońca. Pogoda dopisała, widoki się podobały, tylko ludzi mogłoby być trochę mniej. Bo jednak te góry nie są już tak dzikie, jak mówiono o nich jeszcze jakiś czasu temu. Choć nie wykluczam, że w środku tygodnia i na mniej znanych szczytach dałoby się zaznać jeszcze trochę spokoju. Całą pętlę mogę więc śmiało polecić innym, choć warto mieć na uwadze, że trasa faktycznie jest dość długa i potrzeba na nią sporo czasu, co szczególnie teraz, przy krótkich jesiennych dniach, może być problematyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.