Baranie Rogi – wejście od Doliny Pięciu Stawów Spiskich (droga, trudności, zdjęcia)

Okolice Doliny Pięciu Stawów Spiskich pełne są pięknych, niedostępnych szlakami wierzchołków, które od dawna stanowią obiekt pożądania dla niektórych, bardziej ambitnych turystów. Na liście takich szczytów są między innymi Baranie Rogi, które właśnie udało mi się zdobyć po dość łatwej i bardzo popularnej drodze startującej z okolic Chaty Teryego.

Śledząc rozmowy górskich społeczności, nietrudno trafić na pytanie o szczyt najlepiej nadający się na pierwsze zejście ze szlaku. Odpowiedzi są różne, jednak parę propozycji powtarza się regularnie. Jedną z nich są właśnie Baranie Rogi, położone w słowackiej części Tatr Wysokich.

Co więcej, ta mierząca 2526 metrów góra należy do czołówki tatrzańskich dwutysięczników, a to przyciąga na nią sporo ludzi zainteresowanych zdobywaniem tak zwanej Wielkiej Korony Tatr. Sam też od pewnego czasu miałem ochotę na ten szczyt, więc gdy tylko pojawiła się okazja do wyjazdu, bez wahania postanowiłem z niej skorzystać.

Baranie Rogi – podstawowe informacje

Szczyt położony jest na Słowacji, w pobliżu głównej grani Tatr, choć nie bezpośrednio na niej. Mierzy 2526 metry (czasem występuje też wartość 2530 metrów) i jest ósmym pod względem wysokości tatrzańskim szczytem. Jego nazwa pochodzi od dwóch charakterystycznych skał, które oglądane z odpowiedniej strony, faktycznie przypominają parę sterczących rogów.

Baranie Rogi od dawna znane są taternikom. Oprócz dróg typowo wspinaczkowych, na szczyt prowadzą też dwie trasy dostępne dla ambitniejszych turystów, które nie wymagają stosowania asekuracji. Są to:

  • droga do Zielonego Stawu Kieżmarskiego
  • droga od Chaty Teryego w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich

Pierwsza uchodzi za ciekawszą, natomiast druga za łatwiejszą, co czyni ją również bardziej popularną. Obie najpierw prowadzą na Baranią Przełęcz, a dopiero później, już wspólnie, odbijają w stronę wierzchołka.

Co ciekawe, na szczyt prowadził kiedyś znakowany szlak turystyczny, a na drodze od Zielonego Stawy Kieżmarskiego wciąż znajduje się sporo sztucznych ułatwień. Później trasa została jednak zlikwidowana (jak zresztą wiele innych w tej części Tatr), a obecnie wejście po opisywanej tu trasie możliwe jest jedynie w towarzystwie wykwalifikowanego przewodnika górskiego.

Idąc na Baranie Rogi samemu można narazić się na złapanie przez strażnika parku narodowego, cofnięcie z trasy oraz mandat, najczęściej w wysokości kilkudziesięciu euro.

Wrócę jeszcze na chwilę do trudności opisywanej drogi. Jej wycena sięga 0+, co oznacza, że w niektórych momentach konieczne będzie używanie rąk. Takich miejsc nie ma jednak wiele, podobnie jak odcinków stromych i mocno eksponowanych. Sprzęt do asekuracji nie będzie więc konieczny, choć warto mieć ze sobą kask, choćby ze względu na sporą ilość luźnych kamieni.

Droga na całej długości jest kopczykowana, a przez większość czasu idzie się wręcz po wyraźnie wydeptanej ścieżce. Orientacja nie należy do trudnych, więc przy dobrej widoczności raczej nie powinno być problemów z trafieniem na szczyt.

Na koniec jeszcze parę słów o ubezpieczeniu, które ze względu na płatne ratownictwo górskie na Słowacji zawsze warto wykupić. Problemem może być jednak znalezienie odpowiedniej polisy, bowiem większość z nich po prostu nie zadziała przy celowym łamaniu przepisów parku narodowego. Warto więc dobrze poczytać regulaminy albo skorzystać z droższego, choć sprawdzonego Alpenverein.

Wejście na Baranie Rogi – relacja z wycieczki

Dojazd do Starego Smokowca

Podobnie, jak przy ostatnim wypadzie na Otargańce, i na ten wyjazd umawiam się za pomocą którejś z Facebookowych grup o górskiej tematyce. Dziś ekipa jest czteroosobowa, z różnych miejsc Małopolski i Śląska. Spotykamy się jednak w Krakowie i stamtąd ruszamy ku słowackiej części Tatr.

Dla mnie wycieczka zaczyna się w okolicach 3:20. To wtedy dosiadam się do reszty w okolicach Ronda Matecznego, skąd po popularnej Zakopiance kierujemy się w okolicę Nowego Targu. Tam odbijamy na Jurgów, w którym za jakiś czas przekraczamy międzypaństwową granicę.

Na Słowacji nieco zwalniamy i zaczynamy objazd Tatr Bielskich, a później i kawałka Wysokich, poruszając się po tak zwanej Drodze Wolności. W końcu docieramy do Starego Smokowca, gdzie zostawiamy samochód na jednym z licznych parkingów. Koszt postoju wyniesie nas 6 euro za dobę.

Podejście do Chaty Teryego

Wysiadamy, zakładamy plecaki i ruszamy w stronę pierwszego celu dzisiejszej wędrówki, którym jest turystyczno-narciarski ośrodek Hrebienok. Najłatwiej dostać się tam zielonym szlakiem, jednak ze względu na panującą jeszcze noc, decydujemy się na podejście pobliską asfaltową drogą. Wielkiej różnicy nie ma, ale jednak szosą idzie się trochę przyjemniej niż tą kamienistą ścieżką wśród zarośli.

Po trzech kilometrach docieramy w pobliże ośrodka, gdzie urządzamy krótką przerwę na wrzucenie w siebie jakichś kalorii. W międzyczasie nad horyzontem zaczyna pojawiać się słońce, które ładnie rozświetla lekko zachmurzone niebo.

Hrebienok, wschód słońca
Wschód słońca oglądany spod ośrodka Hrebienok.

Ruszając dalej wchodzimy na czerwony szlak i zgodnie z jego oznaczeniami maszerujemy chwilę u podnóża wschodniego zbocza Sławkowskiego Szczytu. Później schodzimy na dno Doliny Zimnej Wody, a następnie zaczynamy odzyskiwać wysokość, podchodząc zielonym i czerwonym szlakiem w kierunku schroniska Chata Zamkowskiego.

Na tym odcinku mamy pod nogami dość wygodny, kamienny chodnik, który stopniowo pnie się ku górze, po drodze mijając między innymi bardzo ładny Wodospad Olbrzymi. Przed samym schroniskiem spędzamy jeszcze chwilę w terenie zalesionym.

Wodospad Olbrzymi
Wodospad Olbrzymi oglądany w drodze do Chaty Zamkowskiego.
Chata Zamkowskiego, szlak
Kamienny chodnik na podejściu zielonym i czerwonym szlakiem.

Minąwszy Chatę Zamkowskiego idziemy jeszcze kawałek przez las, który w końcu ustępuje coraz niższej kosówce. W górę Doliny Małej Zimnej Wody prowadzi nas zielony szlak, od czasu do czasu zbliżający się do płynącego tędy potoku Mała Zimna Woda.

Dolina Małej Zimnej Wody
Przejście przez Dolinę Małej Zimnej Wody. W tle dobrze widać już ciekawy i słynący z trudnej orientacji masyw Pośredniej Grani.

Na tym odcinku przez większość czasu poruszamy się w miarę płaską, pozbawioną wszelkich trudności ścieżką. Dopiero pod koniec doliny szlak zaczyna się wznosić. Najpierw prowadzi przez niewielkie rumowisko, a później stromymi zakosami w pobliżu wodospadu Złota Siklawa.

Pośrednia Grań i Żółta Ściana
Przejście przez rumowisko w górnej części zielonego szlaku.
Wodospad Złota Siklawa
Wodospad Złota Siklawa.

Końcówka jest już nieco łagodniejsza. Mijamy Żółtą Ścianę, spędzamy jeszcze chwilę wśród mniejszych i większych głazów, a później docieramy pod leżące w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich schronisko. To drugie w Tatrach pod względem wysokości (ustępuje wyłącznie Chacie pod Rysami), a także najwyższe, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko te czynne cały rok.

Chata Teryego
Schronisko Chata Teryego.

Baranie Rogi – wejście drogą od Doliny Pięciu Stawów

Pod „Terinką” robimy sobie dłuższą przerwę. W dzisiejszym zespole są też osoby o nieco słabszej kondycji, więc nie ma się co spieszyć. Siedzimy, jemy, odpoczywamy, a także oglądamy dalszą drogę. Choć szczerze mówiąc, nie ma się tu za bardzo nad czym zastanawiać. Spod schroniska wyraźnie widać ją niemal w całości.

Baranie Rogi, wejście
Droga na Baranie Rogi oglądana spod Chaty Teryego.

W końcu wstajemy i postanawiamy kontynuować wędrówkę. Najpierw ruszamy w stronę potoku wypływającego z Pośredniego Stawu Spiskiego, a następnie przekraczamy go w jakimś dogodnym miejscu (jest ich więcej niż jedno). Schodzimy nad taflę jeziora i przez chwilę idziemy po leżących tuż przy brzegu kamieniach. Przy wyższym poziomie wody ten odcinek można bez problemu obejść po skałach i trawkach powyżej.

Baranie Rogi, wejście od Chaty Teryego
Początek drogi przy Pośrednim Stawie Spiskim (tuż po zejściu ze szlaku).

Po zakończeniu przejścia przy wschodnim brzegu Pośredniego Stawu docieramy do wyraźnej ścieżki, która skręca na zachód i przez dłuższą chwilę wiedzie po trawiastej łące, wciąż pozostając w niewielkiej odległości od wody.

Droga na Baranie Rogi
Przejście przez łąkę na północnym brzegu Pośredniego Stawu Spiskiego. Jak widać, ścieżka jest bardzo wyraźna i nie powinno być problemów z jej odszukaniem.

Na dalszym odcinku droga prowadzi nas ku gładkim, nieco spękanym skałkom. Wchodzimy między nie, a potem jeszcze przez chwilę poruszamy się w płaskim terenie.

Baranie Rogi z Doliny Pięciu Stawów Spiskich
Przejście między skałkami.

To ostatni fragment przez rozpoczęciem podejścia. Później dochodzimy do skalno-trawiastego zbocza Spiskiego Szczytu i zaczynami wspinać wzdłuż niego po nieco kamienistej, wciąż bardzo wyraźnej ścieżce.

Baranie Rogi od Doliny Pięciu Stawów Spiskich
Początek podejścia.

Obieramy kierunek na duże rumowisko i szybko zyskujemy wysokość. Z czasem ścieżka staje się krucha i mniej przyjemna. Początkowo, pod nogami mamy sporo drobnego żwiru, później już coraz większe kamienie. Tu warto zwiększyć ostrożność, bo niektóre z nich są niestabilne i lubią uciekać spod nóg.

Wejście na Baranie Rogi
Niezbyt przyjemna droga przez skalne rumowisko.

Podchodząc w górę trzymamy się prawej strony rumowiska, choć tak naprawdę, istnieje wiele różnych wariantów przejścia przez ten teren. Na całej trasie jest sporo kopczyków, ale one też znaczą kilka dostępnych opcji. Najlepiej po prostu skupić się zdobywaniu wysokości i stopniowym odbijaniu w stronę żlebu pod Baranią Przełęczą.

Wejście na Baranią Przełęcz
Z czasem droga skręca w prawo, w kierunku żlebu pod Baranią Przełęczą.

Kruszyzna ciągnie się przez dłuższy czas. Po obejściu ściany Spiskiego Szczytu skręcamy lekko w prawo i obieramy kurs na Baranią Przełęcz. A właściwie to obieram, bo reszta grupy zostaje nieco w tyle. Umówiliśmy się jednak, że póki mamy się w zasięgu wzroku, to rozdzielanie ekipy nie stanowi problemu.

Barania Przełęcz, wejście
Podejście w stronę żlebu.

W pewnej chwili dostrzegam wychodzącą ze żlebu osobę. Zbliżamy się do siebie, witamy, po czym dowiaduję się, że napotkany turysta jest czytelnikiem tego bloga i mnie rozpoznaje. Miło wiedzieć, że ktoś czyta i korzysta. Naprawdę ciężko o lepszą motywację do dalszej pracy!

Chwilę rozmawiamy, robimy wspólne zdjęcie, po czym ruszamy w swoje strony. W międzyczasie dociera do mnie kolega z ekipy, z którym już razem wchodzimy do żlebu i zaczynamy podejście po miejscami stromych skałkach.

Barania Przełęcz, żleb
Wspinaczka żlebem pod Baranią Przełęczą.

Technicznych trudności nie ma tu zbyt wiele, ale trzeba bardzo uważać na luźne kamienie. Można się na nich nie tylko poślizgnąć, ale i z łatwością zrzucić na kogoś znajdującego poniżej. Dobrze również uważać na osoby znajdujące się ponad nami – w takich miejscach naprawdę warto mieć ze sobą kask.

Po pewnym czasie żleb rozdziela się na dwie części. Na przełęcz prowadzi ta po prawej stronie. Jest ona również łagodniejsza, więc stanowi logiczny wybór na dalszej drodze.

Baranie Rogi, kruchy żleb
Kawałek pod Baranią Przełęczą żleb rozdziela się na dwie części. Łatwiejszą opcją jest ta po prawej stronie.

W prawej odnodze wspinamy się jeszcze przez chwilę, po czym docieramy na Baranią Przełęcz, położoną pomiędzy Baranimi Rogami a Spiskim Szczytem. Po drugiej stronie przełęczy widzimy natomiast strome zejście do Doliny Dzikiej. To nim prowadzi druga z turystycznych dróg na opisywany tu szczyt.

Na Baraniej Przełęczy skręcamy w lewo i przez chwilę szukamy dalszej drogi. To jedyne miejsce, gdzie jest ona mniej oczywista, choć raczej nie dlatego, że ciężko trafić na łatwy do przejścia wariant. Wręcz przeciwnie – opcji jest wiele, podobnie, jak kopczyków, które je oznaczają.

Generalną zasadą jest, by trzymać się poniżej skałek stanowiących tutaj grań Baranich Rogów. Pierwszych kilka spiętrzeń należy po prostu ominąć po jednej z dostępnych ścieżek. W okolice grani dociera się dopiero później.

Baranie Rogi od Baraniej Przełęczy
Ogólny kierunek przejścia drogi ponad Baranią Przełęczą.

Skręcamy na pobliskie skały i podchodzimy kawałek do góry. W jednym z kamieni zauważamy kotwę po starym łańcuchu, co potwierdza, że obrany kierunek jest prawidłowy.

Następnym punktem jest przejście pomiędzy skałami, które ograniczają kruchy teren od lewej i prawej strony. Ciężko jakoś dokładniej opisać to miejsce, aczkolwiek w terenie przejście tamtędy praktycznie samo się narzuca.

Baranie Rogi z Baraniej Przełęczy
Przejście przy pozostałościach po starych łańcuchach.

Pomiędzy skałami wspinamy się trochę z użyciem rąk, a następnie trawersujemy zbocze w nieco eksponowanym ternie. Ten ostatni pewnie dałoby się jakoś obejść, ale osobiście nie widziałem ku temu potrzeby. Trudności nadal są tu na poziomie niskiego 0+.

Topo na Baranie Rogi
Lekka wspinaczka między skałkami oraz kierunek dalszej drogi.
Baranie Rogi, droga
Nieco eksponowany odcinek po lewej stronie grani.

Grań nieco się zwęża, a wraz z tym faktem znikają różne warianty dalszej trasy. Idziemy teraz nieco poniżej grani, łagodnie wznosząc się w stronę szczytu. Wierzchołek jest już w zasięgu wzroku.

Baranie Rogi, topo
Droga w stronę wierzchołka Baranich Rogów.

Kawałek pod szczytem czeka nas jeszcze przejście przez kolejne rumowisko. Pełno tu luźnych kamieni, ale nie jest jakoś szczególnie stromo, więc idzie się nie najgorzej.

Baranie Rogi, szczyt
Rumowisko i kierunek marszu na szczyt.

Po przedarciu się przez rumowisko docieramy do sterty większych kamieni, które budują wierzchołek Baranich Rogów. Wdrapujemy się na to bez większych problemów i po chwili jesteśmy na szczycie. Najwyższy punktem jest tutaj jedna ze skał, które tworzą charakterystyczne „rogi”. Jeśli komuś zależy, może się na nią wdrapać bez większego wysiłku, choć pewnie będzie to najtrudniejszy technicznie element całej tej wycieczki.

Baranie Rogi, wierzchołek
Sterta kamieni, z których zbudowany jest wierzchołek.
Baranie Rogi
Baranie Rogi swoją nazwę zawdzięczają tym właśnie skałkom.

W przeciwieństwie do wielu innych pozaszlakowych szczytów, na Baranich Rogach nie umieszczono żadnej skrzynki, tabliczki, ani zeszytu, gdzie można by zamieścić swój wpis. Jest za to bardzo ciekawe, skalne okienko, przez które podziwiać można między innymi Tatry Bielskie.

Baranie Rogi, okienko
Skalne okienko na Baranich Rogach.

Widoki z wierzchołka są bardzo ładne i na pewno warte spędzenia tu dłuższej chwili. Najlepiej prezentują się liczne szczyty na zachodzie i południowym zachodzie. Bez trudu można tam wypatrzyć między innymi Lodowy Szczyt, Pośrednią Grań, Sławkowski Szczyt, a dalej również Gerlach, Rysy, Wysoką, Staroleśny Szczyt i wiele innych dwutysięczników.

Baranie Rogi, widoki
Widok w stronę Lodowego Szczytu. Po jego lewej stronie nieźle prezentuje się Gerlach.
Dolina Pięciu Stawów Spiskich
Spojrzenie w stronę Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Ponad nią wznosi się Pośrednią Grań, a na dalszym planie łatwo zauważyć łagodnie zaokrąglony wierzchołek Sławkowskiego Szczytu.

Patrząc na północny-zachód możemy pooglądać trochę polskich szczytów i przełęczy, na czele ze Świnicą, Zawratem czy Orlą Percią. Bardzo ciekawie jest również na północnym-wschodzie, gdzie dostrzeżemy Kołowy, Czarny i Jagnięcy Szczyt, a także parę szczytów na terenie Tatr Bielskich.

Widoki z Baranich Rogów
Widok na polską stronę Tatr. Da się tu zauważyć między innymi Orlą Perć, Zawrat, Świnicę oraz kawałek Tatr Zachodnich.
Tatry Bielskie z Baranich Rogów
Tatry Bielskie oraz kilka szczytów ze słowackiej części Tatr Wysokich.

No i końcu, południowy wschód, gdzie wspaniale prezentują się Kieżmarskie Szczyty, Spiski Szczyt, Durny Szczyt oraz Łomnica. To chyba najbardziej skalisty i „groźny” teren, jaki można podziwiać z Baranich Rogów.

Kieżmarskie Szczyty, Łomnica i Durny Szczyt
Od lewej: Mały Kieżmarski Szczyt i Kieżmarski Szczyt, kawałek Grani Wideł, Durny Szczyt oraz Łomnica. Gdzieś poniżej, na grani idącej ku Baranim Rogom, można też wypatrzyć Spiski Szczyt.

Ku naszemu zaskoczeniu, przez dłuższą chwilę jesteśmy tu sami. Choć szczyt jest bardzo popularny, mamy szczęście trafić na niego gdzieś pomiędzy tymi, co już zeszli, a tymi, którzy dopiero wchodzą na górę. Cieszymy się więc spokojem, dobrą pogodą i pięknym krajobrazem dookoła.

Powrót pod Chatę Teryego

W końcu musimy jednak podjąć decyzję o zejściu. Tu z pomocą przychodzą docierający na szczyt ludzie. Z czasem jest ich już kilkunastu, zaczyna robić się głośno i nieco tłoczno (choć tak naprawdę to na Baranich Rogach miejsca nie brakuje). Zabieramy plecaki i ruszamy w drogę powrotną.

Schodzimy z wierzchołkowych kamieni i przez rumowisko kierujemy się w stronę grani opadającej ku Baraniej Przełęczy. Jej skalistą część obchodzimy od prawej strony (patrząc z perspektywy osoby schodzącej).

Baranie Rogi, spanie
Dobre miejsce do spania tuż pod szczytem Baranich Rogów.
Baranie Rogi, zejście
Droga zejścia z wierzchołka.

W dół prowadzą nas liczne kopczyki oraz wyraźnie wydeptana ścieżka. Z czasem docieramy do miejsca, gdzie trasy się rozdzielają i kilkoma wariantami prowadzą na Baranią Przełęcz. Wybieramy jeden z nich, bliski temu, którym niedawno się wspinaliśmy, a następnie kontynuujemy zejście ku przełęczy.

Zejście z Baranich Rogów
Liczne kopczyki pomagające w znalezieniu drogi powrotnej.
Zejście na Baranią Przełęcz
Wyraźne, nieco kruche zejście w stronę Baraniej Przełęczy.

W pewnej chwili schodzimy poniżej bardziej wyraźnych spiętrzeń grani. Tu obniżamy się jeszcze bardziej, a później przechodzimy między dwoma wyższymi skałami.

Zejście do Baraniej Przełęczy
Kierunek zejścia ku dwóm stromym skałkom.

Dalszą drogę pokonujemy po szerokiej półce przy jednej ze skałek, a następnie schodzimy jeszcze kawałek na siodło przełęczy. Tam czekamy chwilę na resztę ekipy, po czym zaczynamy zejście kruchym żlebem.

Powrót na Barania Przełęcz
Kolejne kopczyki znakujące drogę na skalną półkę.
Barania Przełęcz
Końcówka zejścia na Baranią Przełęcz.

Schodzenie żlebem nie przysparza większych trudności, ale wymaga jeszcze więcej ostrożności niż wcześniejsze droga do góry. O zrzucenie kamienia czy poślizgnięcie łatwo tutaj nawet przy suchej skale.

Żleb pod Baranią Przełęczą
Zejście kruchym żlebem.

Po wydostaniu się ze żlebu trafiamy na rumowisko, którym idziemy chwilę prosto, po czym zaczynamy odbijać w lewo, ku ścianie Spiskiego Szczytu. Tam nachylenie zbocza wznów wrasta, podobnie, jak ryzyko doznania jakiegoś urazu związanego z sypkim żwirem i wyjeżdżającymi spod nóg kamieniami.

Powrót z Baranich Rogów
Wyjście ze żlebu i dalsza droga przez rumowisko.
Zejście do Doliny Pięciu Stawów Spiskich
Dalsza droga w stronę Doliny Pięciu Stawów Spiskich.

Przyjemniej, a zarazem bezpieczniej, robi się dopiero po opuszczeniu rumowiska i trafieniu na gruntową ścieżkę wśród lekko brązowych trawek. Schodzimy ją jeszcze niżej, później przechodzimy pomiędzy kilkoma głazami, a w końcu obchodzimy Pośredni Staw Spiski i docieramy w okolicę Chary Teryego.

Zejście do Chaty Teryego
Płaska końcówką drogi, na chwilę przed dojściem w okolice Pośredniego Stawu.

Jako, że pod schronisko dotarłem jako pierwszy, kładę się na jakimś kamieniu i cierpliwie czekam na resztę. Jedna osoba dochodzi dość szybko, pozostałej dwójce schodzi nieco dłużej. Na szczęście pogoda wciąż jest dobra, więc można po prostu odpoczywać, rozmawiać i cieszyć się czasem spędzonym w górach.

Zejście do Starego Smokowca

Niedługo po połączeniu grupy zaczynamy dalszą część zejścia. Opuszczamy Dolinę Pięciu Stawów Spiskich i wytracamy wysokość, kierując się ku Dolinie Małej Zimnej Wody. Mijamy Żółtą Ścianę, później schodzimy zakosami w pobliżu Złotej Siklawy.

Szlak przez Dolinę Małej Zimnej Wody
Zejście do Doliny Małej Zimnej Wody.

Na dalszym etapie droga jest już łagodniejsza. Przez dłuższy czas poruszamy się po kamiennym chodniku, obserwując jak stopniowo wraca coraz wyższa roślinność. Końcówkę drogi do Chaty Zamkowskiego pokonujemy już pełnoprawnym lasem.

Mijamy otoczone ludźmi schronisko i ruszamy w dalszą drogę do Hrebienoka. Tu czeka nas trochę nietrudnego zejścia po częściowo zarośniętym zboczu, a potem krótkie podejście w stronę ośrodka. Stamtąd na parking wracamy około 3-kilometrową, asfaltową szosą.

Hrebienok, zejście
Asfaltowa droga pomiędzy Hrebienokiem a Starym Smokowcem.

Dostajemy się do samochodu, wsiadamy i ruszamy w drogę powrotną. Do Krakowa jedziemy dokładnie tą samą trasą, co rano. Różnica jest tylko jedna: wcześniej pokonaliśmy ją w około 2 godziny, teraz zeszło niemal 4. Ale cóż, powroty w niedzielne popołudnia, szczególnie te z dobrą pogodą, zawsze wiążą się z mniejszymi lub większymi korkami na Zakopiance. Myślę jednak, że wciąż jest to niska cena za zdobycie kolejnego, tatrzańskiego szczytu.

Baranie Rogi – podsumowanie

Gdzieś we wstępie wspominałem, że Baranie Rogi to jeden z najczęściej polecanych szczytów na pierwszą pozaszlakową wycieczkę. Teraz, gdy samemu udało mi się tak wejść, moge potwierdzić tę opinię. Choć znam też łatwiejsze szczyty (choćby Szatan, Furkot czy Niżnie Rysy), to myślę, że ze względu na dużą popularność, prostą orientację i niskie trudności technicznie, Baranie Rogi mogą być dobrą, a zarazem bardzo ciekawą propozycją trasy dla początkujących pozaszlakowców.

Choć tu muszę też uczciwie zaznaczyć, że każdy, nawet początkujący pozaszlakowiec musi być już zaawansowanym turystą – to na pewno nie jest zabawa dla osób, które dopiero zaczynają zabawę w Tatrach Wysokich!

Mi osobiście Baranie Rogi bardzo się podobały. Widoki ze szczytu są świetne, a drogę z Doliny Pięciu Stawów Spiskich, mimo niewielkich trudności i sporej kruszyzny, uważam za dość ciekawą. Bardzo chętnie wróciłbym kiedyś na ten szczyt, choć tym razem pewnie po drugiej trasie, od Zielonego Stawu Kieżmarskiego, która ponoć potrafi dostarczyć jeszcze więcej wrażeń.

Na koniec napiszę jeszcze parę słów o Wielkiej Koronie Tatr, czyli grupie czternastu najwyższych szczytów tych gór. Osobiście, nie jestem wielkim fanem kolekcjonowania szczytów, zbierania „koron” i tym podobnych spraw. Na WKT jakoś szczególnie mi nie zależało, ale niedawno dotarło do mnie, że sporo z tych szczytów i tak jakoś udało się zdobyć.

Mam 10, zostały 4. I pewnie w przyszłości też będę chciał się na nie dostać. Teraz może nawet bardziej niż wcześniej, bo mimo wszystko WKT jest przecież jakimś fajnym, górskim osiągnięciem. Wiem jednak, że łatwo nie będzie. Na liście zostały już tylko albo te trudne, albo takie, gdzie istnieje spore ryzyko mandatu lub konfliktu ze słowackimi przewodnikami. Zobaczymy jednak, co przyniesie czas. Jeśli pogoda pozwoli, może uda się mi się wejść na coś ciekawego jeszcze w tym sezonie.

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.