Żółta Przełęcz i Żółta Turnia zimą – droga, trudności, zdjęcia

Jeszcze kilka dni temu nie wiedziałem nawet o istnieniu takiego miejsca, jak Żółta Przełęcz. Dopiero podczas niedawnego wejścia na Skrajny Granat powiedział mi o niej spotkany po drodze turysta. Później trochę doczytałem i tak narodził się pomysł na kolejną wycieczkę. Tym razem pozaszlakową – moją pierwszą w zimowych warunkach.

Zimą poza szlakiem? „Nie, to nie dla mnie. Jeszcze nie ten poziom” – tak właśnie myślałem, gdy wypisywałem sobie pomysły na wycieczki w zbliżającym się sezonie. Bo duże trudności, bo nieprzetarte trasy, bo o wiele łatwiej pobłądzić.

Jednak rzeczywistość okazała się inna. Przypadkowo spotkana osoba podsunęła mi pomysł, który pod względem skomplikowania i występujących zagrożeń wcale nie odbiegał od tego, co już tej zimy robiłem. Ba, od wielu rzeczy był nawet łatwiejszy. A jako, że obecne warunki w Tatrach pozwalają na naprawdę wiele, to i ten pomysł udało się szybko zrealizować.

Żółta Przełęcz i Żółta Turnia – drogi, informacje, zagrożenia

Zarówna Turnia, jak i Przełęcz znajdują się w bliskim otoczeniu Czarnego Stawu Gąsienicowego, po jego wschodniej stronie. Leżą na długiej, północnej grani Skrajnego Granatu, oddzielającej Dolinę Gąsienicowej od Doliny Pańszczycy.

Żółtą Turnię pewnie większość osób kojarzy, nawet jeśli wcześniej nie mieli okazji słyszeć tej nazwy. Jej charakterystyczną, rozległą piramidę dobrze widać z niebieskiego szlaku prowadzącego na Halę Gąsienicową przez Królową Rówień, a także z dalszej ścieżki wiodącej nad Czarny Staw. Choć trzeba przyznać, że spod samego stawu nie jest już tak urodziwa i zdecydowanie ustępuje urodą na przykład wznoszącemu się po drugiej stronie Kościelcowi.

Żółta Przełęcz położona jest jakieś pół kilometra na południe od Turni, również na grani Skrajnego Granatu. Stanowi jej najniższy punkt pomiędzy Wierchem pod Fajki oraz właśnie Żółtą Turnią. Jest płytka, dość wąska i jak ktoś nie wie o jej istnieniu, to patrząc z dołu może nawet nie zorientować się, że jest tam cokolwiek godnego uwagi. Najczęściej zdobywają ją taternicy, którzy chcą później wspinać się w okolicach Wierchu pod Fajki.

Wejście na Żółtą Turnię możliwe jest wieloma droga, z których większość nie odbiega od trudności zwykłych szlaków turystycznych. Na szczyt trafić można po którymś z łagodnych, północnych zboczy, granią prowadzącą od Żółtej Przełęczy albo od strony Czarnego Stawu Gąsienicowego, wchodząc na grań jeszcze przed przełęczą. Na Turni znajdują (a właściwie znajdowały) się również drogi wspinaczkowe.

Wszystkie wymienione tu opcje są jednak tylko teorią. W praktyce, Żółta Turnia leży na terenach nieudostępnionych do uprawiania taternictwa i chodzić tam nie wolno. W przypadku złapania, turyście grozi mandat w wysokości do 500 zł.

Z Żółtą Przełęczą jest już nieco lepiej. Jej legalne zdobycie jest możliwe po wpisaniu się do Książki Wyjść Taternickich (w schronisku lub przez internet), choć wyłącznie drogą od strony Czarnego Stawu Gąsienicowego. W letniej wersji zaczyna się ona w miejscu, gdzie żółty szlak na Skrajny Granat przecina żleb pod przełęczą. Stamtąd idzie się do góry, prosto do celu, po łatwej drodze bez technicznych trudności. Z kolei zimą najdogodniejsze wejście będzie pewnie po zboczu pod przełęczą, z okolic szlaku na Zawrat już za Czarnym Stawem. Wchodzenie na Żółtą Przełęcz od Doliny Pańszczycy jest zakazane (droga dość stromym, wąskim żlebem).

W przypadku opisywanej tu wycieczki, wejście odbyło się zimowym wariantem w okolic Czarnego Stawu. Stamtąd na szczyt poszedłem po nietrudnej, około półkilometrowej grani. Wracałem tą samą trasą, by po pierwsze, nie wystawiać się zbytnio na widok setek ludzi przebywających na Hali Gąsienicowej, a także by nie wpakować w kosówkę, której pełno na północnych stokach Żółtej Turni.

Taka wersja trasy w skali wspinaczkowej nie przekroczy wyceny 0 (czyli bardzo łatwo), aczkolwiek należy mieć na uwadze, że jest tam parę stromych i nieco eksponowanych odcinków, które zimą mogą wcale takie łatwe nie być. Wiele będzie też zależeć od aktualnych warunków lawinowych. Ja osobiście nie pchałbym się tam przy czymkolwiek wyższym niż „jedynka” z bezpiecznymi wystawami, po których będę się chciał poruszać.

Co do sprzętu: raki, czekan turystyczny, stuptuty – zimą w Tatrach jest to dla mnie absolutne minimum przy zapuszczaniu się gdziekolwiek wyżej. Kask również nie zaszkodzi. Sam od jakiegoś czasu zabieram go na wszystkie ambitniejsze trasy, czasem również te prowadzące zwykłymi szlakami.

Relacja z wejścia na Żółtą Przełęcz i Żółtą Turnię zimą

Dojazd Kraków – Kuźnice

Standardowa, realizowana już dziesiątki razy procedura. Wstaję około 3:30, zbieram potrzebne rzeczy, jem coś drobnego i ruszam piechotą na dworzec. Po półgodzinie marszu wsiadam do niemal pustego (jest wtorek) autobusu, który rusza o 4:40 i zawozi do Zakopanego na około 6:40.

Tam udaję się na stanowisko, z którego ruszają busiki do Kuźnic. Jako jedyne znajduje się poza terenem dworca, więc do przejścia jest jakieś 200 metrów. Pojazd już czeka, a ku mojemu zaskoczeniu jest również prawie pełny. Ruszamy o 6:50 i dosłownie kilka minut później jesteśmy w Kuźnicach.

Niebieskim szlakiem nad Czarny Staw Gąsienicowy

Wysiadam i bez zbędnych postojów wchodzę od razu na szlak. Do wyboru mam niebieską trasę przez Boczań oraz żółtą przez Dolinę Jaworzynkę. Ostatnio szedłem tą drugą, więc dziś dla odmiany pada na Boczań. W sumie, zimą jest to też bezpieczniejsza z tych dwóch tras, choć akurat teraz nie ma to większego znaczenia.

Mijam zamkniętą jeszcze kasę i wkraczam na teren parku. Po kilkudziesięciu płaskich metrach zaczyna się umiarkowanie strome podejście, które w parę minut doprowadza mnie do rozdroża szlaków. Zielony idzie dalej na Nosal, niebieski skręca ku Hali Gąsienicowej.

Leśna, nieco wymagająca ścieżka ciągnie się jeszcze przez jakiś czas, co pozwala na szybkie nabieranie wysokości. W międzyczasie wschodzi słońce, dzięki któremu robi się jaśniej i nieco cieplej.

Po dłuższej chwili takiego marszu wychodzę z lasu i przez już łagodniej nachylony grzbiet Skupniów Upłaz podchodzę do Przełęczy Między Kopami. Tam trafiam na skrzyżowania z żółtym szlakiem prowadzącym z Doliny Jaworzynki, który jest drugą opcją dotarcia w to miejsce.

Przełęcz Między Kopami
Na Przełęczy Między Kopami. W tle dobrze widać Babią Górę oraz Pilsko.

W dalszą drogę ruszam po niebieskim szlaku, który po chwili nietrudnego podejścia osiąga Królową Rówień – dość duży, płaski teren, delikatnie obniżający się w stronę Hali Gąsienicowej. Z Równi mam już widok na jeden z celów dzisiejszej wycieczki – Żółtą Turnię.

Królowa Rówień
Przejście przez Królową Rówień. Piramida Żółtej Turni dobrze widoczna w lewej części zdjęcia.

Z czasem schodzę coraz niżej, aż po chwili przejścia przez las docieram na rozległą halę z przepięknym widokiem na polską część Tatr Wysokich. To Hala Gąsienicowa – jedno z najbardziej lubianych i najczęściej fotografowanych miejsc w naszych górach.

Maszeruję przez otwarty teren hali i schodzę jeszcze kawałek niżej w okolice schroniska PTTK Murowaniec. Przy nim odbijam w prawo i idę jeszcze kilkadziesiąt metrów aż do skrzyżowania szlaków.

Hala Gąsienicowa
Jedno z paru skrzyżowań szlaków na Hali Gąsienicowej.

Nadal będę trzymał się koloru niebieskiego. Skręcam w lewo i ruszam w stronę Czarnego Stawu. Ścieżka przez kilka minut wiedzie niezbyt gęstym lasem, a później wychodzi na otwarty teren Doliny Gąsienicowej i przykleja się do zbocza Małego Kościelca. Zimą, ze względów bezpieczeństwa, często idzie się wariantem poprowadzonym nieco niżej, jednak dziś zupełnie nie ma takiej potrzeby.

Szlak nad Czarny Staw Gąsienicowy
Ścieżka nad Czarny Staw Gąsienicowy. Stąd dobre widzę już oba miejsca, które pragnę dziś odwiedzić.

Szlak przez dłuższy czas jest dość płaski i nietrudnym trawersem prowadzi mnie niemal pod sam staw. Dopiero pod koniec muszę się nieco wysilić i podejść kilkadziesiąt metrów do góry. Później jeszcze chwila na względnie równym i docieram do tafli jednego z najładniejszych tatrzańskich jeziorek.

Zimowe wejście na Żółtą Przełęcz

Tafla jeziora jest od jakiegoś czasu pokryta grubą warstwą lodu. Schodzę więc bez obaw w dół i przez środek Czarnego Stawu ruszam na jego przeciwległy brzeg. Trasa jest bardzo dobrze przetarta przez tłumy niemal codziennie zmierzające na Zawrat – jeden z najbardziej popularnych celów zimowych wycieczek dla średnio-zaawansowanych turystów.

Zimowa droga na Żółtą Przełęcz
Idąc przez zamarznięty staw mam już dobry widok na całą zimową drogę prowadzącą na Żółtą Przełęcz

Po około półkilometrowym marszu przez Czarny Staw, docieram na jego drugi kraniec. Tam ścieżka odbija w lewo i zaczyna się lekko wznosić. Właściwie, to jestem już przy stoku, którym będę podchodził na przełęcz, więc mogę na niego skręcić w dowolnej chwili.

Zimowe wejście na Żółtą Przełęcz
Zimowe podejście na Żółtą Przełęcz.

Zwlekam z tym jednak przez parę minut. Póki co, postanawiam jeszcze korzystać z dobrze przetartej ścieżki, a dopiero później skręcić w nieznane. Bo na to się właśnie zapowiada – śladu na przełęcz brak i pewnie sam będę musiał go założyć.

W pewnym momencie stwierdzam, że to już. Zatrzymuję się, zakładam raki (do tej pory spokojnie dało się iść bez nich) i schodzę z udeptanej trasy. Zaczynam iść pod górkę, mniej więcej po tym samym podejściu, które zimą prowadzi na Skrajny Granat.

Żółta Przełęcz, droga w zimie
Chwilę po zejściu ze szlaku.

Początkowo zbocze jest dość łagodne. Niestety, problemem jest śnieg, którego twardość jest mocno zróżnicowana. Przeważnie jest w stanie utrzymać nacisk moich butów, choć raz na kilkadziesiąt kroków zdarzy mu się ustąpić. Wtedy wpadam nawet po kolana.

Generalnie, warunki są nieco gorsze niż te, które panowały tu parę dni temu, kiedy miałem okazję wchodzić na Skrajny. Pokrywa śnieżna stała się trochę bardziej krucha, a w niektórych miejscach przykryła ją dodatkowo kilkucentymetrowa warstwa świeżego śniegu, który padał przedwczoraj.

Kontynuuję podejście. Nachylenie stoku rośnie bardzo powoli, wręcz niezauważenie. W pewnej chwili orientuję się jednak, że jest tu już zauważalnie stromiej niż u podstawy zbocza. Pora odpiąć czekan od plecaka i zacząć go wykorzystywać przy podejściu.

Przy wchodzeniu na Żółtą Przełęcz dobrym punktem orientacyjnym może być mała, wąska turniczka, wyrastająca gdzieś pod szczytem Wierchu pod Fajki. Z dołu widać ją bardzo wyraźnie. Wystarczy więc iść cały czas w jej kierunku tak, by przy zbliżeniu się do niej, mieć ją po prawej stronie.

Żółta Przełęcz, opis drogi
Przy podejściu warto kierować się na niewielką, choć charakterystyczną turnię pod szczytem Wierchu pod Fajki.

W środkowej części podejścia śnieg robi się twardszy i zapadanie praktycznie mi się nie zdarza. Problem wraca jednak wyżej. Tu część stoku jest tak zmrożona, że kolce raków ledwo zostawiają w nim ślady, podczas gdy tuż obok noga może wpaść w śnieg na ponad pół metra. Szczerze mówiąc, liczyłem na nieco łatwiejsze warunki.

Mimo problemów, posuwam się jednak do przodu. Gdy docieram w pobliże skalistego szczytu Wierchu pod Fajki, nachylenie zbocza jest już na tyle duże, że potencjalne odpadnięcie byłoby już ciężko skutecznie wyhamować. Dodatkowym problemem są liczne, wystające spod śniegu skały, o które można by się poobijać. A więc ostrożność przy każdym kroku jest tu zdecydowanie wskazana.

Żółta Przełęcz, warunki zimowe
Im wyżej, tym bardziej strome robi się zbocze.

Dochodząc w pobliże opisywanej wyżej turniczki, staję przez wyborem dalszej drogi. Mogę skręcić lekko w lewo lub lekko w prawo. Z tej perspektywy nie widać niestety, który wariant jest tym prowadzącym na Żółtą Przełęcz.

Przed wybraniem się na tę wycieczkę robiłem nieco rozpoznania w internecie i tam trafiłem na wpis, który mówił o trzymaniu się „ścian po prawej stronie”. I choć mi osobiście wydawało się, że należy iść w lewo, posłuchałem opisu. Błąd! Przeszedłem tak kilkadziesiąt metrów, podczas których stok zaczął robić się jeszcze bardziej stromy, a pokrywa śnieżna tak twarda, że zacząłem się obawiać o przyczepność raków. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jestem już powyżej najniższego punktu grani, a moje podejście ciągnie się jeszcze kawałek dalej. No cóż, wygląda na to, że właśnie zacząłem wchodzić na Wierch pod Fajki.

Zatrzymuję się i z lekkim przerażeniem spoglądam w dół. Muszę kawałek wrócić, ale jak ja stąd teraz zejdę?! Na szczęście, nie było aż tak ciężko. Powoli, krok po kroku, głównie bokiem do zbocza i za każdym razem wbijając głęboko czekan. Jakoś się udało. Parę minut nerwów i znów byłem na rozdrożu.

Tym razem wybrałem lewą odnogę i choć tam też było nieco stromego, zmrożonego śniegu, na przełęcz dotarłem już bez dodatkowych komplikacji. Tak więc, pamiętajcie: za turniczką obija się w lewo, tak jak to zaznaczone na poniższych zdjęciach.

Żółta Przełęcz, wejście
Przebieg dalszej drogi na Żółtą Przełęcz.
Żółta Przełęcz, wejście zimowe
Tu jeszcze raz, z niego innego ujęcia.
Żółta Przełęcz, wejście zimą
Ostatnie metry podejścia na przełęcz.

Żółta Przełęcz wcięta jest pomiędzy skały należące do pobliskiego Wierchu pod Fajki oraz inną kupę kamieni będącą początkiem grani prowadzącej ku Żółtej Turni. Nie jest zbyt szeroka, ale znam też wiele znacznie mniejszych. Od zachodniej strony oferuje fajny widok na Kościelec, Zadni Kościelec, Świnicę, Zawrat, a także kawałek Orlej Perci.

Żółta Przełęcz zimą
Widoki z Żółtej Przełęczy na zachodnią stronę.

Po drugiej stronie widoki nie są już tak okazałe. Mamy tam Dolinę Pańszczycy oraz stromy, opadający ku niej żleb. Ten, którym teoretycznie nie wolno tu wchodzić.

Żleb do Doliny Pańszczycy
Spojrzenie na drugą stronę, do Doliny Pańszczycy oraz opadającemu ku niej żlebowi.

Żółta Turnia zimą – przejście granią od Żółtej Przełęczy

Uwaga: zdarzenia opisane w dalszej części artykułu nigdy nie miały miejsca i są jedynie niespełnioną fantazją autora tego bloga. Wszystkie zamieszczone zdjęcia pochodzą z ogólnodostępnych źródeł lub od osób pragnących zachować anonimowość.

Choć wiem, że maksymalnie trzy dni temu ktoś tutaj był, dziś wszelkie ślady są już zatarte. Nie ma ich na przełęczy, nie ma też na grani prowadzącej dalej ku Żółtej Turni. Muszę więc podjąć decyzję, co robić dalej. Pchać się tą granią w nieznane, czy tym razem odpuścić i po prostu wrócić nad Czarny Staw?

W sumie nie waham się zbyt długo. Raczej nie jestem osobą, która rezygnuje bez próbowania, więc postanawiam iść i chociaż sprawdzić jakie warunki będą na tej grani panować.

Pierwszym etapem jest jednak wejście na nią. Bo wbrew pozorom, to właśnie ten odcinek jest najbardziej wymagający technicznie. Skały na północ od przełęczy są strome, ale na szczęście można je w dość łatwy sposób obejść. W tym celu muszę zejść parę metrów niżej, a następnie wrócić na grań po kilku pokrytych śniegiem kamieniach. Latem byłoby to banalne, teraz jest, określmy to: umiarkowanie-łatwe.

Żółta Przełęcz, wejście na grań
Wejście na grań prowadzącą w stronę Żółtej Turni.

Z tych skałek mam fajny widok na pobliski Wierch pod Fajki (hmm, może by się nim zainteresować nieco bardziej i spróbować tam coś zdziałać latem?) a także samą Żółtą Przełęcz poniżej.

Wierch pod Fajki
Wierch pod Fajki widziany w okolic Żółtej Przełęczy.
Żółta Przełęcz w zimie
Spojrzenie na przełęcz poniżej. Tu po raz kolejny zaznaczona moja droga wyjścia do góry.

Po wejściu na skałki mam już świetny widok na Żółtą Turnię oraz praktycznie całą prowadzącą na nią grań. Śladów brak (zresztą, czemu miałbym się ich spodziewać, skoro na ten szczyt chodzić nie wolno?), ale droga na wierzchołek jest tak oczywista, że nawet przy niskich chmurach dałoby się trafić bez problemu. A więc idę.

Żółta Turnia, grań
Grań prowadząca na Żółtą Turnię. Nie ma co zaznaczać drogi, jej przebieg jest oczywisty.

Co prawda komunikaty lawinowe mówiły o możliwych niewielkich depozytach śniegu po wschodniej stronie, ale na tej grani ich nie zauważam. Pokrywa jest dobrze związana i powinno się po niej iść dość dobrze.

Schodzę odrobinę i docieram do pierwszych skałek. Obchodzę je trzymając się rękami kamieni, po czym znów trafiam na śnieg i kawałek łatwej grani. Ekspozycja jakaś tu jest, ale nie tak duża, by czuć się zagrożonym.

Kawałek dalej znów mam parę skałek, które wymagają używania rąk. Przechodzę je bez żadnych niespodzianek, czerpiąc przy okazji coraz więcej radości z przebywania tutaj. Dla mnie zupełnie nowa trasa, a fakt, że od jakiegoś czasu nie było tu nikogo tylko dodaje smaczku całej sytuacji. Już teraz zaczyna mi być żal, że ta grań ma lewie pół kilometra długości.

Żółta Turnia, wejście zimą
Szczyt cały czas mam w zasięgu wzroku.

Za opisywanymi przed chwilą skałkami nie ma już wielu trudności. Można iść praktycznie cały czas po śniegu, omijając wszelkie wystające spod niego kamienie. W momentach kiedy nie trzymam się ściśle grani, schodzę na jej wschodnią stronę, choć nigdy nie jest to więcej niż parę metrów.

Po kilku lekkich obniżeniach i podejściach, teren robi się szerszy, a przede mną wyrasta ostatnia kulminacja. Stamtąd idę jeszcze parę minut w niesprawiającym żadnych kłopotów ternie, po czym wschodzę na wierzchołek, tryumfalnie wnosząc swój czekan ku górze. Właśnie udało mi się zdobyć swój pierwszy poza-szlakowy szczyt zimą!

Żółta Turnia zimą
Wierzchołek Żółtej Turni.

Na szczycie znajduję czyjeś ślady. A więc ktoś tu niedawno był (pewnie wczoraj). Tyle, że trop prowadzi w stronę północnego zbocza, a nie od Żółtej Przełęczy. W każdym razie, teraz mam cały szczyt dla siebie i to przy wyśmienitej pogodzie, co sprawia, że chętnie posiedzę tu nieco dłużej.

Chodzę po wierzchołku, podziwiam widoki i robię trochę zdjęć. Najciekawsza panorama rozciąga się po stronie południowej. Doskonale widać tam całą Orlą Perć, od Zawratu aż po Krzyżne. Na zachodzie dostrzec mogę dziesiątki szczyt Tatr Zachodnich, wśród których najbliższe są Czerwone Wierchy oraz Giewont. W dole oglądam Dolinę Pańszczycy oraz Czarny Staw Gąsienicowy. Na północy widoki nie są już tak ciekawe, choć patrzenie z góry na reglową część Tatr oraz okolice Zakopanego też sprawia mi przyjemność.

Żółta Turnia w zimie
Na szczycie Żółtej Turni. W tle dobry widok na wszystkie trzy Granaty.
Widok z Żółtej Turni
W lewej części zdjęcia widać Wielką Koszystą oraz Waksmundzki Wierch. Na środku Przełęcz Krzyżne, a dalej kawałek Orlej Perci w stronę Granatów.
Żółta Turnia, widok
Tu podobny widok, co z Żółtej Przełęczy: Kościelce, Świnica, Zawrat oraz zachodni odcinek Orlej.
Żółta Turnia, widoki
Spojrzenie na Tatry Zachodnie.
Żółta Turnia, Dolina Pańszczycy
Dolina Pańszczycy.
Żółty Żleb
Północne zbocze Żółtej Turni. Na środku, pomiędzy grzbietami góry, znajduje się Żółty Żleb – jedno z dogodnych zejść ze szczytu.

Powrót na Żółtą Przełęcz

Idąc tu nie miałem pojęcia, którą drogą będę wracał. Rozważałem zarówno powrót tym samym wariantem, jak i zejście Żółtym Żlebem, a następnie dojście po żółtym szlaku na Halę Gąsienicową. Tu drugie byłoby pewnie szybsze, ale zdecydowałem się jednak na pierwszą wersję. Powody były następujące:

  • nie chciałem się zbytnio wystawiać na widok ludzi na Hali Gąsienicowej (a północne zbocze Turni widać stamtąd bardzo dobrze),
  • nie miałem pojęcia, czy na dole nie czeka mnie uciążliwy marsz przez setki metrów kosodrzewiny pokrytej zapadającym się śniegiem,
  • przejście granią było na tyle fajne, że miałem ochotę to zrobić jeszcze raz!

A więc w tył zwrot i idę. Tym razem już po śladach, dobrze pamiętając każdy odcinek trasy. Głównie w dół, choć również w paroma niewielkimi podejściami. Po dobrze zmrożonym śniegu, ale też w paru miejscach po kamieniach, których czasem trzeba się było przytrzymać. Bardzo, bardzo przyjemny odcinek.

Żółta Turnia od przełęczy
Grań i moje własne ślady prowadzące od Żółtej Przełęczy.
Żółta Turnia od Żółtej Przełęczy
Grań jest lekko eksponowana, ale nie na tyle, by wzbudzać u mnie jakikolwiek niepokój.
Żółta Turnia zimą, grań
Zbliżenie na kilka graniowych „trudności”.

Po kilkunastu minutach docieram do skałek nad Żółtą Przełęczy. Zejście z nich jest zdecydowanie najtrudniejszym fragmentem tej grani. Choć nie oznacza to oczywiście jakiegoś wielkiego wyzwania. Robię parę kroków twarzą do zbocza, później kilka razy przytrzymuję się skały i jestem z powrotem na przełęczy.

Zejście do Czarnego Stawu

Tu robię sobie jeszcze krótką przerwę na jedzenie i picie, a potem zaczynam schodzić. Pierwsze wrażenie jest niezbyt przyjemne. Po czymś takim zawsze lepiej wspina się do góry niż wraca. Stromizna jest duża, a liczne, wystające spod śniegu skałki wyglądają dość groźnie.

Żółta Przełęcz, zejście
Początek zejścia z Żółtej Przełęczy.

Tym razem obywa się bez powolnego schodzenia przodem do stromizny. Da się iść normalnie, choć w paru miejscach robię to wolno i bardzo ostrożnie. O dziwno, teraz bardziej cieszą mnie te odcinki, gdzie trochę się zapadam. Najgorsze są z kolei te z twardym, zmrożonym śniegiem, gdzie czasem obawiam się, że rak nie wejdzie odpowiednio głęboko i stracę przyczepność. Takich fragmentów nie ma na szczęście wiele.

Żółta Przełęcz, zejście zimą
Przy schodzeniu bardziej cieszą mnie odcinki z zapadającym się śniegiem. W drodze do góry było zupełnie odwrotnie.

Chwilę po minięciu tej małej, charakterystycznej turni nachylenie zbocza staje się łagodniejsze. Od tej pory będzie tylko lepiej. Wszelkie obawy związane z tym zejściem zaczynają ustępować, a w jego środkowej części pozwalam sobie też na coraz większe i pewniejsze kroki.

Żółta Przełęcz, zejście do Czarnego Stawu
Widok na Czarny Staw Gąsienicowy podczas schodzenia z Żółtej Przełęczy.

Po drodze spotkam jeszcze grupę turystów idących letnim wariantem szlaku na Skrajny Granat. Cóż, parę dni temu sam próbowałem się tamtędy pchać. Postanawiam więc podejść i chwilę pogadać. Okazuje się, że faktycznie, udają się na Skrajny, choć nie do końca znajdą drogę. Tłumaczę im więc, co potrafię oraz ostrzegam o występujących na górze trudnościach i zagrożeniach. Później życzę powodzenia i kontynuuję własną wycieczkę.

Do końca zejścia zostało mi już tylko parę minut. Tu teren jest prostszy, ale nie chcę się za bardzo rozpędzać, bo wiem, że pod śniegiem może czaić się ta wredna kosówka, w którą nietrudno wpaść nawet powyżej kolana. Do momentu połączenia z niebieskim szlakiem zachowuję się podwyższoną ostrożność.

Zamarznięty Czarny Staw Gąsienicowy
Po zejściu do niebieskiego szlaku.

Powrót

Dalej jest już bezproblemowo. Ściągam kask i przypinam wraz z czekanem do plecaka. Te rzeczy raczej nie będą mi już dziś potrzebne. Następnie wyciągam coś do jedzenia i ruszam przez zamarzniętą taflę jeziora. Za stawem podchodzę jeszcze kawałek do góry, a następnie niebieskim szlakiem ruszam ku Hali Gąsienicowej.

Czarny Staw Gąsienicowy, niebieski szlak
Powrót na Halę Gąsienicową.

Po wejściu na Halę zatrzymuję się przy rozdrożu szlaków. Jest 11:45, zdecydowanie za wcześnie, by wracać do domu. Skoro zainwestowałem już trochę czasu i pieniędzy, by dotrzeć tu z Krakowa, to równie dobrze mogę sobie pozwolić na jeszcze jedną górę.

Potencjalny cel znajduje się tuż obok. To Kasprowy Wierch, ten sam, który w końcówce grudnia nie pozwolił nam na zdobycie szczytu. Pora na rewanż! Myślę jednak, że to będzie już materiał na osobny tekst.

Po wejściu i powrocie z Kasprowego kończę wycieczkę w Kuźnicach. Jest parę minut po 14-stej, więc busik do Zakopanego znajduję bez problemu. Również przesiadka do Krakowa nie niosła ze sobą żadnych trudności. Jedyną zmorą tych powrotów są zawsze popołudniowe korki na Zakopiance i w Krakowie, ale do tego zdążyłem już przywyknąć. Po prostu rozsiadam się wygodnie w fotelu i mam około 2,5 godziny na wysłuchanie paru zaległych odcinków ulubionych podcastów.

Moja pierwsza zimowa wycieczka poza szlakiem – podsumowanie

Nie spodziewałem się, że już tej zimy będę mógł sobie pozwolić na chodzenie poza szlakami. Wygląda jednak na to, że miałem trochę szczęścia. W ostatnich tygodniach warunki lawinowe w Tatrach są naprawdę dobre, a do tego ktoś podsunął mi pomysł na ciekawą, dość krótką i niezbyt wymagającą trasę.

Myślę także, że wiele dały mi wcześniejsze wycieczki, które realizowałem tej zimy. Miałem już okazje obyć się ze stromiznami, zakładać ślad w rzadko odwiedzanym terenie, brnąć przez kosówkę i zapadający się śnieg. To wszystko daje mi okazje, by lepiej poznawać swoje możliwości, uczyć się używać posiadanego sprzętu oraz zdobywać doświadczenie, które pozwala zachowywać spokój i podejmować coraz lepsze decyzje w obliczu napotykanych trudności.

Bardzo cieszę się, że miałem okazje odwiedzić te dwa nieznane mi wcześniej miejsca. Nie wiem natomiast, czy będę je jakoś mocno polecał innym. Sama Żółta Przełęcz nie jest jakimś szczególnie ciekawym miejscem na główny cel wycieczki, natomiast wchodzenie na Żółtą Turnię jest zabronione i grozi mandatem, więc na pewno nie będę nikogo do tego zachęcał.

Pisząc końcówkę tego tekstu zastanawiam się, czy może są jeszcze jakieś miejsca w polskich Tatrach Wysokich, gdzie mógłbym się wybrać w zimowych warunkach. Bo chyba zostały mi już tylko takie ekstrema jak Orla Perć, Żleb Kulczyńskiego albo Przełęcz pod Chłopkiem, gdzie zimą zapuszczają się tylko osoby z dużo lepszym sprzętem i umiejętnościami niż moje. Jak ktoś ma pomysł, to niech śmiało daje znać w komentarzach!

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *