Ciemnosmreczyńska Turnia – opis wejścia, trudności, zdjęcia

Wygląda na to, że w Tatrach nadszedł w końcu sezon letni. Śniegu w większości nie ma, sporo szczytów, grani i żlebów jest już sucha. Można się więc poczuć pewniej i ponownie zacząć zapuszczać w miejsca niedostępne znakowanymi szlakami. A tych, nawet w polskiej części Tatr jest całkiem dużo. Dziś decyduję się na Ciemnosmreczyńską Turnię.

Ileż ja czekałem na ten moment. Od ostatniego wypadu w Tatry minęło już naprawdę długo. Po marcowej graniówce w Tatrach Zachodnich nastało wirusowe szaleństwo, które na pewien czas pokrzyżowała mi sporo górskich planów. Później sytuacja co prawda wróciła pod kontrolę, ale problemem stała się pogoda i długi okres przejściowy, w którym ciężko pakować się na trudniejsze trasy. Dopiero teraz, początkiem lipca, mamy w Tatrach lato, które stwarza okazję do w miarę bezpiecznego włóczenia się poza szlakami.

Planów na ten sezon miałem oczywiście mnóstwo. Część była jednak dość ambitna, więc na rozgrzewkę chciałem zacząć od czegoś prostszego. Stąd też pomysł na Ciemnosmreczyńską Turnię – szczyt może i mało znany, leżący w cieniu bardziej spektakularnych sąsiadów, ale dla mnie wystarczająco ciekawy, by zechcieć go odwiedzić. Wejście nie jest ani długie, ale szczególnie trudne, a do tego dość łatwe orientacyjnie. W sam raz na otwarcie sezonu.

Ciemnosmreczyńska Turnia – podstawowe informacje

Ciemnosmreczyńska Turnia znajduje się na głównej grani Tatr, pomiędzy dostępnymi szlakiem turystycznym Wrotami Chałubińskiego, a szpiczastym, często odwiedzanym przez taterników Zadnim Mnichem. Jest mało wybitna, wręcz zdominowana przez okoliczne, sporo wyższe szczyty. Mierzy 2142 metry, wznosząc się niecałe 30 ponad pobliską Ciemnosmreczyńską Przełączkę.

Wejście na Ciemnosmreczyńską Turnię może być ciekawym doświadczeniem dla początkujących lub średnio-zaawansowanych pozaszlakowców albo częścią ambitniejszej, choć wymagającej już asekuracji wycieczki. Wśród taterników dość popularne jest przejście całej Ciemnosmreczyńskiej Grani (od Wrót Chałubińskiego do Ciemnosmreczyńskie Przełączki), czasem połączone również z wejściem na Zadniego Mnicha.

Mnie podczas tej wycieczki interesuje samo wejście na Turnię. Zarówno dostanie się na Przełączkę, jak i krótkie przejście granią wyceniane są w skali taternickiej na 0+, co oznacza konieczność używania rąk, a w niektórych miejscach również wyszukiwania odpowiednich chwytów i stopni. Jeśli chciałbym iść dalej w stronę Wrót, trudności szybko osiągnęłyby I, później II, a pod koniec nawet IV. To już całkiem poważna wspinaczka, absolutnie wymagająca asekuracji.

Szczyt leży na terenach udostępnionych dla taterników, co oznacza, że wejście na niego możliwe jest bez łamania panujących w parku przepisów. Konieczny jest jedynie wpis w książce wyjść taternickich (na piętrze w schronisku nad Morskim Okiem albo przez internet na stronie wspinanie.tpn.pl) oraz późniejsze zgłoszenie powrotu.

Pod względem nawigacji, opisywana tu trasa nie należy do trudnych. Do pewnego momentu (w okolice Mnicha) idzie się po wyraźnie wydeptanej ścieżce, później należy kierować się na bardzo łatwe do rozpoznania punkty orientacyjne. Przy dobrej widoczności z trafieniem na szczyt nie powinno być żadnych problemów.

Co zabrać ze sobą na taką wycieczkę? Generalnie, nie będzie się ona wiele różnić od przejść najtrudniejszymi ze znakowanych szlaków. Podstawą będą wygodne i przyczepne buty, ja poza szlak przeważnie zabieram też kask. Sprzęt do asekuracji uważam za zbędny (choć w razie czego, na grani dostępne są stanowiska do zjazdów).

Wejście na Ciemnosmreczyńską Turnię – relacja z wycieczki

Dojazd z Krakowa do Palenicy Białczańskiej

Wyjeżdżając w Tatry autobusem, przeważnie decyduję się na połączenie o 4:40. Ze względu na epidemię, przez parę miesięcy było co prawda zawieszone, ale teraz sprawy zdążyły już wrócić do normy. Wstaję więc o 3:20, pakuję co trzeba i ruszam na dworzec. Autobus pojawia się punktualnie, jednak w tę niedzielę chętnych na podróż jest wyjątkowo dużo. Nie dla wszystkich starcza miejsc siedzących.

Ja na szczęście docieram do Zakopanego w całkiem komfortowych warunkach. Około 6:50 przesiadam się na bus do Palenicy i chwilę później znów jestem w drodze. Bilet do parku kupuję o 7:20, co początkiem lipca daje mi naprawdę mnóstwo czasu na realizację tej wycieczki. Nie chcę się jednak zbyt ociągać. Około południa mogą pojawić się niskie chmury, a ja zdecydowanie wolałbym móc oglądać ze szczytu pełną panoramę.

Dojście do Doliny za Mnichem

Pierwszy odcinek nie jest zbyt ciekawy. Do przejścia mam niesławną asfaltówkę prowadzącą nad Morskie Oko. Mimo wczesnej pory, dookoła mam już niezłe tłumy, które na szczęście nieco rzedną wraz z oddalaniem się od kas i wyprzedzaniem kolejnych grupek.

Dojście do schroniska zajmuje mi niemal równe 1,5 godziny. Szybciej niż twierdził szlakowy drogowskaz, choć do rekordu (około 1:15h) wciąż daleko. Aha, jedną rzecz wyjątkowo zawaliłem: w domu został krem z filtrem UV, co przy dzisiejszej pogodzie mogło zwiastować dość bolesne oparzenia. Szczęśliwie, nietrudno było znaleźć kogoś, kto zechciał podzielić się swoim.

Droga do Morskiego Oka
Mimo wczesnej pory, droga do Morskie Oka była tego dnia mocno zatłoczona.
Włosienica, panorama
Z Włosienicy dobrze widzę już cel mojej dzisiejszej wycieczki.

Docieram pod schronisko, oglądam przez chwilę jedną z najsłynniejszych tatrzańskich panoram, a później wracam się kilkadziesiąt metrów i skręcam w żółty szlak. Prowadzi na popularny (całkiem zasłużenie) Szpiglasowy Wierch, jednak dziś chcę nim przejść tylko kawałek do Doliny za Mnichem.

Po wygodnym, kamiennym chodniku zaczynam wspinać się wśród różnych krzaków, kosówki i niskich drzewek. Później trafiam na moment do lasu, który wita mnie przyjemnym cieniem. Jest dopiero 9-ta, lecz już teraz temperatura zaczyna robić się trochę nieprzyjemna. To będzie naprawdę upalny dzień.

Szlak na Szpiglas
Początek żółtego szlaku na Szpiglasowy Wierch.
Żółty szlak na Szpiglas
Niezbyt długi, leśny odcinek.

Wkrótce żegnam się z lasem, ponownie trafiając między gęstą kosodrzewinę. Coraz ciekawiej robi się za to naprzeciw mnie, gdzie mam okazję obserwować Mnicha, Cubrynę oraz wszystkie trzy Mięguszowieckie Szczyty.

Szlak na Szpiglasowy Wierch
Od lewej: Mięguszowiecki Szczyt Czarny, Pośredni i Wielki, a później Cubryna oraz Mnich.

Ceprostrada pnie się w górę po drodze przekraczając kilka niewielkich wodospadów. Mam parę okazji, by zamoczyć buty, jednak wszędzie udaje mi się znaleźć wygodne obejścia po wystających z wody kamieniach. Kawałek dalej szlak przybiera formę długich zakosów, wyciosanych w południowym zboczu Miedzianego. Nie są zbyt trudne, ale po pewnym czasie stają się nieco monotonne.

Szpiglasowy Wierch od Morskiego Oka
Ścieżka ze świetnym widokiem na Mnicha.
Szlak na Szpiglasową Przełęcz
Ceprostrada, czyli popularna nazwa na szlak prowadzący od Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz. Praktycznie cały czas idzie się takim wygodnym, szerokim chodnikiem z kamiennych bloków.

Pod koniec podejścia zakosy się skracają, a nachylenie trochę rośnie. Nie trwa to jednak długo. Po paru minutach stoję już na rozdrożu szlaków i skręcam zgodnie z kolorem czerwonym, w stronę Wrót Chałubińskiego.

Dolina za Mnichem szlaki
Wejście na czerwony szlak, prowadzący ku Wrotom Chałubińskiego.

Wejście na Mnichową Kopę

Po oznaczonej czerwonymi symbolami trasie poruszam się przez 150, może 200 metrów. Później odbijam nieco w lewo, na wyraźnie wydeptaną ścieżkę prowadzącą pod Mnicha. Schodzę ze szlaku, zaczynając bardziej ekscytującą część tej wycieczki.

Odejście pod Mnicha
Moment zejścia z czerwonego szlaku. Ścieżka pod Mnicha oznaczona kolorem żółtym.

Początek jest łatwy. Po trawkach zaczynam wspinać się na otaczające dolinę zbocze, wznosząc coraz wyżej nad taflę Niżniego Stawu Staszica. Dopiero kawałek dalej szlak skręca w stronę niewielkich skałek, wymuszając na mnie pierwsze tego dnia, użycie rąk do wspinaczki.

Droga pod Mnicha
Początek podejścia pod Mnicha z okolic Niżniego Stawu Staszica.

Powyżej skałek trafiam na wypłaszczenie, gdzie słynny, strzelisty szczyt mam okazję pooglądać w profilu. Stąd nie wygląda już tak imponująco, choć oczywiście wciąż zdaję sobie sprawę, że wejście tam nie jest rzeczą łatwą. Nawet na najprostszej z dróg trudności sięgają wyceny II. Z tego miejsca nieźle widzę też prawie cały przebieg mojej drogi, aż po szczyt Ciemnosmreczyńskiej Turni.

Droga na Ciemnosmreczyńską Turnię
Droga na Ciemnosmreczyńską Turnię z Doliny za Mnichem.

Kawałek dalej, po minięciu paru niewielki stawów, mam do pokonania kilka kolejnych skałek. Główna ścieżka jest dość wyraźna i przy dobrej pogodzie ciężko byłoby ją zgubić, jednak warto mieć świadomość, że to tylko jeden z dostępnych wariantów. Jeśli ktoś ma ochotę poużywać trochę rąk, w paru miejscach są okazje, by nieco skrócić sobie trasę.

Ścieżka pod Mnicha
Kolejne skałki do pokonania w drodze pod Mnicha.

W końcu do Mnicha mam już naprawdę blisko. Tu od głównej ścieżki zaczynają odchodzić inne, prowadzące pod jego różne ściany. W takich dniach, jak ten, góra jest mocno oblężona. Dziś na szczyt wejdzie pewnie kilkadziesiąt ekip.

Idę dalej przed siebie, szukając dogodnego skrętu w prawo, na Mnichową Kopę. Niestety, podobnie jak podczas wejścia na Cubrynę, nie idzie mi to i docieram aż na skraj przepaści przy Żlebie pod Mnichem. Potem zawracam, schodzę kawałek i nagle – jest! Zauważam ścieżkę, skręcam w nią i ruszam ku mojemu następnego punkowi orientacyjnemu.

Mnichowa Kopa, wejście
Droga spod Mnicha na szczyt Mnichowej Kopy.

Dalsza trasa ma parę wariantów. Tak na dobrą sprawę, nie trzeba nawet na tę Kopę wchodzić. Można ją obejść ścieżką nieco po lewej stronie. Stąd jednak tego nie widać, więc dla mnie najbezpieczniej było kierować się na sam szczyt, który swoją drogą jest niezłym punktem widokowym na resztę drogi.

Wejście na Mnichową Kopę
Ścieżka w stronę Mnichowej Kopy.

Wejście na wierzchołek nie sprawia problemów. W miarę płaskie i łatwe odcinki mieszają się tu z kilkoma podejściami po niewielkich skałkach. Obędzie się raczej bez używania rąk, choć w moim przypadku było dziś nieco inaczej. Chcąc skrócić drogę, lecz nie znając dokładnie terenu, wybrałem trudniejszy i pod koniec trochę bardziej stromy wariant. Generalnie, polecam jednak trzymanie się tej ścieżki, która mija Kopę od wschodu i dopiero z niej podejście kawałek na samą górę.

Mnichowa Kopa
Mnichowa Kopa.

Droga na Ciemnosmreczyńską Przełączkę

Widoki z Mnichowej Kopy faktycznie są ciekawe i przy okazji bardzo pomocne w dalszej wędrówce. Doskonale widać iglicę Zadniego Mnicha oraz wschodnią grań Ciemnosmreczyńskiej Turni. Ciemnosmreczyńska Przełączka jest co prawda zasłonięta, ale łatwo odgadnąć miejsce, gdzie się znajduje. Przebieg dalszej trasy zaznaczyłem na zdjęciu poniżej.

Ciemnosmreczyńska Turnia, droga
Zadni Mnich i Ciemnosmreczyńska Turnia wraz z zaznaczoną drogą na wierzchołek.

Zejście z Kopy też nie należy do ciężkich. Zmienia się jednak otaczający mnie krajobraz. Mniej tu trawek, więcej kamiennych bloków i drobnej kruszyzny. Gdzieniegdzie leży jeszcze trochę śniegu. Wszystkie płaty można jednak bez problemu ominąć.

Przez parę minut schodzę z tego niewybitnego wierzchołka, a później ruszam ku najniższemu punktowi ściany Zadniego Mnicha. Po drodze przedostaję się przez płynący między głazami strumień.

Im bliżej ściany, tym gorsze robi się podłoże. Idę po samych luźnych kamieniach, które z każdym krokiem osuwają się spod nóg. Sporo z nich ma też ostre krawędzie. Muszę zwolnić i zwiększyć ostrożność, bo teren niby łatwy, ale o wywrotkę nietrudno.

Bezpośrednio pod Zadnim Mnichem znajdują się dwa niewielkie płaty. Początkowo mam zamiar przejść po nich te kilka metrów, jednak szybko okazuje się, że śnieg jest dziś bardzo śliski. Nie chcę ryzykować osunięcia się, więc nadkładam drogi i obchodzę problematyczne fragmenty dołem. Na dalszym odcinku ponownie zbliżam się do stromej ściany i ruszam wzdłuż niej ku podstawie Ciemnosmreczyńskiej Przełączki.

Ciemnosmreczyńska Turnia, wejście
Przejście przy ścianie Zadniego Mnicha.

Nachylenie stoku rośnie, znów pojawia się trochę trawek. Z przewodnika WHP wiem, że mam się tu trzymać lewej strony, wchodząc na przełęcz po skałach Zadniego Mnicha. Jednak kiedy dokładnie miałbym na nie wejść? To nie jest już takie oczywiste.

Tu znowu wybieram nieoptymalną trasę, dopiero później zauważając, że mogłem zrobić lepiej. Ale cóż, to właśnie uroki (choć także zagrożenia) chodzenia poza szlakami. Przewodniki, opisy i innego rodzaju teoria to jedno, a na miejscu i tak brakuje paru szczegółów, więc trzeba decydować samodzielnie, ryzykując wpakowanie się w kłopoty.

Początkowo mam zamiar dostać się stąd od razu na przełączkę, wspinając po skałkach. Niektóre z nich są jednak strome i poprzedzielane śliskimi trawkami. Próbuję różnych wariantów, żaden nie wygląda pewnie. W końcu wybieram jeden z nich i wykonuję parę stresujących ruchów. Wychodzę parę metrów do góry i trafiam na… wyraźnie wydeptaną ścieżkę na trawiastej półce. Patrzę skąd się tu wzięła i wtedy dociera do mnie, że istniał o wiele łatwiejszy wariant dostania się to miejsce. Wystarczyło tylko odrobinę się cofnąć.

Ciemnosmreczyńska Przełączka, wejście
Widok spod Ciemnosmreczyńskiej Przełączki. Zamiast wchodzić na nią bezpośrednio po stromych skałach, lepiej wybrać wariant prowadzący ścieżką po trawiastych półkach. Na tym zdjęciu zaznaczyłem go żółtą linią.
Ciemnosmreczyńska Przełączka zboczem Zadniego Mnicha
Tak wygląda dolną część podejścia, która nieco cofa się od przełączki. Zaraz potem ostro skręca i trawiastą, nieco eksponowaną półką dociera pod grań Ciemnosmreczyńskiej Turni.

Ciemnosmreczyńska Turnia granią od Ciemnosmreczyńskiej Przełączki

Będąc na przełączce robię sobie chwilę przerwy na odpoczynek i uzupełnienie energii. Miejsca nie ma za wiele, po obu stronach jest trochę przepaścisto, ale jednak da się znaleźć jakieś bezpieczne, w miarę wygodne miejsce.

Ciekawe widoki rozciągają się zarówno na wschód, jak i na zachód. W pierwszym z kierunków widzę imponującą iglicę Zadniego Mnicha, atakowaną właśnie przez kilka osób. Wiem, że jeśli kiedyś moje górskie umiejętności na to pozwolą, też będę chciał się tam dostać. Frajda z takiego wejścia, jak i zjazdu jego tylną, przewieszoną ściną, musi być niesamowita.

Natomiast po drugiej stronie spoglądam na grań Ciemnosmreczyńskiej Turni, która jest kolejnym etapem mojej wędrówki. Początkowo wąska i nieco stroma, później się rozszerza i łagodnieje. Całego przebiegu drogi na szczyt stąd jednak nie widzę. No cóż, pora ruszyć i samemu przekonać się, co będzie dalej.

Ciemnosmreczyńska Turnia, grań
Początek przejścia po grani Ciemnosmreczyńskiej Turni.

Wstaję, wchodzę na skały i zaczynam piąć się ku górze. Początkowo trzymam się ściśle grani, później schodzę nieco na prawo, w miejscu, które na powyższym zdjęciu widać pod dwoma skalnymi blokami, na prawo od żółtej linii. Myślę, że dalsza droga widzie tamtędy, jednak wejście na bloki okazuje się trudne. Nie chcę ryzykować, szczególnie, że stoję teraz na pochyłej płycie w eksponowanym terenie.

Wracam więc na grań i próbuję wejścia po lewem bloku. I faktycznie, teren puszcza, choć od razu w mojej głowie rodzi się myśl „jak ja skąd potem zejdę?”. U góry jest co prawda stanowisko do zjazdów, ale nie mając liny i tak z niego nie skorzystam. No nic, to problem na później, teraz wolę kontynuować wspinaczkę na wierzchołek.

Ciemnosmreczyńska Turnia, trudności
Najtrudniejszy odcinek wejścia na Ciemnosmreczyńską Turnię. Krótki i wymagający tylko paru ruchów, jednak może sprawić trochę kłopotu.

Powyżej bloków grań się rozszerza. Ekspozycja jest już mniejsza, robi się też bardziej płasko. Mijam parę dużych głazów, przeważnie trzymając się prawej strony. Na odcinkach trawiastych nietrudno dostrzec wydeptaną ścieżkę.

Ciemnosmreczyńska Turnia, szlak
Przejście wśród paru większych bloków skalnych.
Ciemnosmreczyńska Turnia, obejście grani
Kawałek z wyraźnie wydeptaną ścieżką. W oddali widać już wierzchołek.

Końcówka podejścia nie sprawia już problemów. Ścieżka prowadzi mnie prawą stroną, obchodząc większość z tworzących grań głazów. Po chwili docieram do biało – czerwonego znaku granicznego, narysowanego na jednym z kamieni. Szczyt jest tuż obok. Tworzy go niewielki, trójkątny blok skalny, na który jednak dość łatwo wejść. Wykonuję parę ruchów i z radością staję w najwyższym punkcie Ciemnosmreczyńskiej Turni.

Ciemnosmreczyńska Turnia, szczyt
Szczyt Ciemnosmreczyńskiej Turni. W tle widok na między innymi Czerwone Wierchy, Świnicę, kawałek Orlej Perci oraz Szpiglasowy Wierch.

Dobra, wejście zakończone sukcesem. Pora na chwilę przerwy oraz podziwianie widoczków. Parę chmur zdążyło się już pojawić, ale wciąż są wysoko i nie przesłaniają panoramy. Fakt, ta nie jest może najlepsza w całych Tatrach, ale skłamałbym mówiąc, że nie ma co oglądać.

Patrząc na zachód, mogę obejrzeć dalszą część Ciemnosmreczyńskiej Grani. Widzie na zmianę po trawkach i skałach, w momentami dość dużej ekspozycji. Generalnie, Ciemnosmreczyńska Turnia jest dość wąska, więc o przepaście nietrudno. Na dalszym planie mam Szpiglasową Grań prowadzącą aż do Szpiglasowego Wierchu, a dalej parę innych szczytów Polskich Tatr. Jest Świnica, kawałek Orlej Perci, a po lewej stronie także Czerwone Wierchy.

Na wschodzie świetnie prezentuje się (po raz kolejny) Zadni Mnich oraz ściany Cubryny i Mięguszowieckiego Szczytu Wielkiego. Spojrzenie na północ pozwala oglądać Mnicha, Miedziane, Dolinę za Mnichem oraz sporo słowackich szczytów w oddali. Południe jest natomiast zdominowane przez Koprowy Wierch. Gdzieś w dole widzę też dwa Ciemnosmreczyńskie Stawy.

Ciemnosmreczyńska Grań
Widok z Ciemnosmreczyńskiej Turni w kierunku północno – zachodnim.
Ciemnosmreczyńska Turnia, widok
Spojrzenie na wschód, na potężne ściany Cubryny i Wielkiego Mięgusza.
Ciemnosmreczyńska Turnia, widoki
Mnich i Dolina za Mnichem na północy. W oddali widać też parę szczytów słowackich Tatr Bielskich i Wysokich.
Koprowy Wierch
Masyw Koprowego Wierchu.

Zejście i powrót do domu

Po chwili odpoczynku i nacieszeniu się widokami zaczynam schodzenie. Mam zamiar wracać tą samą trasą, więc zaskoczeń co prawda nie będzie, ale wiem też, że wciąż czeka mnie parę trudnych momentów.

Ciemnosmreczyńska Turnia, zejście
Droga zejścia z Ciemnosmreczyńskiej Turni, a później też z Ciemnosmreczyńskiej Przełączki.

Górną część grani obchodzę po (z tej perspektywy) lewej stronie. Ścieżka jest wyraźna, schodzi się łatwo. Później mijam kilka dużych bloków, aż w końcu docieram do tego problematycznego głazu, o którym myślę od dobrych kilku minut.

Obracam się tyłem, szukam dobrych chwytów dla rąk, po czym zaczynam opuszczać ciało w dół, mając nadzieję znaleźć jakiś punkt podparcia dla lewej nogi. Przez chwilę jest nerwowo, ale w końcu się udaje. Zmieniam chwyty, powtarzam operację z drugą nogą i po chwili jestem już pod blokiem. Hej, nie było tak źle! Przez chwilę myślę nawet o treningowym, ponownym wejściu i zejściu, ale w końcu sobie daruję.

Zejście z Ciemnosmreczyńskiej Turni
Górna część zejścia, kawałek przed minięciem dużych, charakterystycznych bloków.
Zadni Mnich
Kolejny, fantastyczny widok na Zadniego Mnicha.
Ciemnosmreczyńska Przełączka
Ostatni odcinek zejścia ku Ciemnosmreczyńskiej Przełączce.

Końcówkę pokonuję już bez problemów. Idę kilkanaście, może kilkadziesiąt sekund lekko eksponowaną granią i docieram do przełączki. Tu ponownie chwila na ochłonięcie i jeszcze trochę podziwiania krajobrazów. Potem skręcam w lewo i zaczynam zejście po trawiasto – skalnej ścianie Zadniego Mnicha. Tym razem poruszam się już zgodnie z najłatwiejszą wersją trasy. Początek jest nieco wąski i wymaga większej ostrożności, za zakrętem jest już łatwo. Mija może minuta, po której stoję już przy widocznym na poniższym zdjęciu płacie śniegu.

Ciemnosmreczyńska Przełączka, zejście
Zejście z Ciemnosmreczyńskiej Przełączki.
Zejście z Ciemnosmreczyńskiej Przełączki
Końcówka tej ścieżki. W górnej części zdjęcia, po lewej stronie płatu można zobaczyć strome skałki, którymi niezbyt rozsądnie pchałem się wcześniej do góry.

Po pokonaniu tego odcinka wszelkie ekspozycje i techniczne trudności mam już za sobą. Ponownie zawracam i ruszam w dół, trzymając się dość blisko ściany Zadniego Mnicha. Później obchodzę dwa płaty śniegu od dołu i ruszam w kierunku Mnichowej Kopy. Tu już ciężko o jeden słuszny wariant, należy po prostu iść w stronę wierzchołka Kopy albo obejść go nieco od prawej.

Ciemnosmreczyńska Turnia - Mnichowa Kopa
Droga powrotna na Mnichową Kopę.

Dotarłszy na Kopę zauważam innego turystę wracającego od Galerii Cubryńskich. Siada gdzieś poniżej, więc ja też schodzę w tamto miejsce i ucinamy sobie krótką pogawędkę. Szybko dowiaduje się, że chciał atakować Cubrynę, ale trudne warunki w żlebie pod Hińczową Przełęczą zmusiły go do odwrotu. Cóż, nie zawsze się udaje. Rozmawiamy jeszcze chwilę, później następuje pożegnanie, po którym ruszam dalej w stronę Mnicha.

Mnich
Zejście z Mnichowej Kopy w stronę Mnicha.

Kawałek przed dojściem do wielkich bloków tworzących ten piękny szczyt, skręcam w lewo i zaczynam zejście do Doliny za Mnichem. W planie była taka sama trasa, jak wcześniej, ale na paru odcinkach chyba udało mi się ją nieświadomie skrócić. Cóż, tak jak pisałem wcześniej, wariantów jest tu co najmniej kilka.

Niżni Staw Staszica
Jeden z bardziej stromych kawałków zejścia z widokiem na Niżni Staw Staszica.

Niedługo później jestem już na czerwonym szlaku. Mija kolejnych parę minut i zmieniam go na żółty. Wracam między ludzi, emocje powoli wygasają, a mnie czeka ten mniej ciekawy odcinek wycieczki. Pora najpierw zejść Ceprostradą do Morskiego Oka, a następnie pokonać 9 kilometrów asfaltu do Palenicy. W tłumie i upale.

Zejście do Morskiego Oka
Zejście Ceprostradą w okolice Morskiego Oka.
Szpiglasowy Wierch, zejście do Morskiego Oka
Leśny odcinek pod koniec żółtego szlaku.

Czas leci wolno, nogi zaczynają boleć. Ale oczywiście jakoś doczłapuję się na parking i wsiadam do czekającego już busika. Chwilę później ruszamy w kierunku Zakopanego, gdzie przez kilkanaście minut czekam na przesiadkę do Krakowa. W końcu autobus podjeżdża, a ja z przyjemnością zajmuję miejsce w klimatyzowanym pojeździe. W takich warunkach nawet 3 godziny powrotu zakorkowaną Zakopianką nie jest niczym strasznym.

Podsumowanie

Jak to zawsze bywa przy włóczeniu się poza szlakami, nie obyło się drobnych błędów, pomyłek i innego rodzaju przygód. Większość poszła jednak zgodnie z planem. Bawiłem się świetnie, zdobyłem kolejne wspomnienia i cenne doświadczenia na przyszłość.

Sezon na letnie, tatrzańskie wycieczki uważam za oficjalnie otwarty i już zaczynam rozglądać się za kolejnymi celami. Lista pomysłów jest długa, więc pozostaje tylko trzymać kciuki za dobrą pogodę i wyrozumiałość pracodawcy przy dawaniu mi ewentualnych urlopów.

Czy polecam Ciemnosmreczyńską Turnię innym? Oczywiście! To świetny cel na pozaszlakową wycieczkę, w dodatku całkiem legalny i dostępny nawet dla osób nieposiadających wiele doświadczenia w poruszaniu się po nieoznaczonych trasach.

Nawigacja jest łatwa, ludzi dookoła sporo, a trudności występują tylko na pojedynczych odcinkach i nie odbiegają szczególnie od tego, z czym mierzymy się na najtrudniejszych trasach znakowanych czy prostych, popularnych pozaszlakach. Jeśli ktoś poradził sobie na Czarnym Mięguszu, Zadnim Kościelcu czy Niżnich Rysach, to bez większych problemów da radę i tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.