Wejście na Świstowy Szczyt – drogi przez Świstowy Grzbiet i Dziką Kotlinę

Choć szczyt nie należy ani do najwyższych, ani do najbardziej popularnych tatrzańskich wierzchołków, oferuje naprawdę dobre widoki na otaczające go z wielu stron giganty. Co więcej, świetnie nadaje się na panujące obecnie, jesienne warunki – wejście tam nie jest szczególnie wymagające, a wierzchołek można zdobyć kilkoma różnymi drogami. W ramach tej wycieczki odwiedzamy dwie z nich: przez Świstowy Grzbiet oraz przez Dziką Kotlinę.

Relacja dostępna jest również w wersji filmowej. Aby obejrzeć materiał, kliknij tutaj.

Obecnie, w Tatrach panują dość zmienne warunki. Co jakiś czas sypnie śniegiem, później trochę powieje, przyświeci i większość się topi. Czasem – jak w ostatnią niedzielę – da się trafić na całkiem niezłe okienko pogodne, które pozwala wybrać się gdzieś wyżej. Co prawda, tych najbardziej ambitnych przejść już się w tym roku nie zrobi, ale zawsze można wejść na jakąś łatwą, choć ładnie położoną górkę. Taki jest właśnie Świstowy Szczyt, który wraz z dwójką znajomych wybraliśmy na cel kolejnej tatrzańskiej wycieczki.

Świstowy Szczyt – podstawowe informacje

Świstowy Szczyt znajduje się w słowackiej części Tatr Wysokich, pomiędzy dolinami Staroleśną i Jaworową. Posiada trzy wierzchołki, nazwane odpowiednio: Wielki, Pośredni i Mały Świstowy Szczyt. Najwyższy (Wielki) wznosi się na 2383 metry. Najczęściej odwiedzany jest jednak Mały Świstowy Szczyt, gdzie umieszczony został charakterystyczny, metalowy trójnóg.

Świstowy Szczyt znajduje się poza siecią znakowanych szlaków turystycznych. Ale wejść tam legalnie, należy poruszać się pod opieką licencjonowanego przewodnika albo po którejś z dróg wspinaczkowych o wycenie co najmniej III. Ten drugi sposób wymaga również bycia członkiem któregoś z klubów wysokogórskich. Oczywiście, nie wszyscy tych zasad przestrzegają, jednak łamiąc je, narażamy się na złapanie przez strażnika parku narodowego, cofnięcie z trasy i mandat w wysokości nawet do 300 euro.

Wśród najpopularniejszych dróg na Świstowy Szczyt możemy wyróżnić następujące warianty:

  • przez Dziką Kotlinę,
  • przez Świstowy Grzbiet,
  • przez Świstową Przełącz.

Pierwszy jest najłatwiejszy i wyceniony na 0 / 0-, pozostałe też wahają się w granicach 0, z pojedynczymi fragmentami za 0+. W przypadku wejścia Świstowym Grzbietem i ścisłego trzymania się grani, możliwa jest także opcja za „mocną jedynkę”. W tym tekście zostanie opisane wejście z obejściem tych trudności, a także zejście drogą przez Dziką Kotlinę.

Pod względem orientacji, oba warianty są w miarę oczywiste, a do tego kopczykowane. Jeśli tylko zapamięta się ogólny przebieg dróg, pokonanie ich w dobrych warunkach nie powinno sprawiać problemów. Podobnie łatwe jest przejście między wszystkimi wierzchołkami Świstowego Szczytu.

W kwestii wyposażenia, spokojnie wystarczy to, co na szlakowe wycieczki po Tatrach Wysokich. Do tego kask, bo moim zdaniem kask poza szlakiem zawsze warto mieć. Pomijając skrajnie nieprzyjazne warunki oraz te najtrudniejsze warianty przejścia, asekuracja nie będzie konieczna. Przyda się natomiast ubezpieczenie, bo bez niego akcja ratunkowa na Słowacji potrafi sporo kosztować. Przy czym uwaga: warto wybrać taką polisę, która zadziała również poza szlakiem.

Wejście na Świstowy Szczyt – relacja z wycieczki

Dojazd do Starego Smokowca

Tę górę chcemy zaatakować w trójkę, we ekipie, z którą miałem już przyjemność trochę się włóczyć po Tatrach. Niestety, obaj znajomi mieszkają kawałek od optymalnej trasy, więc będę musiał nadłożyć parę kilometrów. Nie jest to jednak jakiś duży problem.

Spod bloku startuję około 3:00. Opuszczam moje osiedle, po czym przemieszczam się na inne, by zgarnąć tam Marka. Później przez chwilę wracam na Zakopiankę, jadę nią kilkanaście kilometrów, a następnie skręcam w zjazd na Bielsko-Białą. Na tej trasie również spędzam tylko parę minut. Później wjeżdżam w mniejsze drogi, które pozwalają mi dotrzeć do Budzowa, gdzie do zespołu dołącza Adam.

Będąc już w komplecie kierujemy się z powrotem do opuszczonej jakiś czas temu Zakopianki. Kolejny etap to dotarcie w okolice Nowego Targu, skręt na Jurgów i jazdą ku polsko-słowackiej granicy. Później, wciąż trzymając się głównej drogi, docieramy do Tatrzańskiej Kotliny, a potem odbijamy na zachód i kierujemy na miejscowość Stary Smokowiec. Tam, na jednym z miejskich, szalenie drogich parkingów (10 euro za dobę) zostawiamy samochód i szykujemy się do pieszej części wycieczki.

Dojście do Zbójnickiej Chaty

Na szlak wchodzimy jeszcze w nocy. Bez problemu odnajdujemy asfaltową drogę prowadzącą pod ośrodek Hrebienok i zaczynamy nią podchodzić. Ze względu na brak dziennego światła, nie decydujemy się na korzystanie z leśnych skrótów.

Po około pół godzinie marszu docieramy do zabudowań, gdzie urządzamy niedługą przerwę. Później wracamy na szlak (tym razem czerwony) i przez jakiś czas schodzimy nim po wygodnej, szerokiej ścieżce. Gdy docieramy w okolice płynącego przez Dolinę Zimnej Wody potoku, trafiamy na rozdroże, gdzie wybieramy skręcający do Doliny Staroleśnej kolor niebieski.

Hrebienok
Ośrodek Hrebienok.
Magistrala Tatrzańska
Zejście na dno Doliny Zimnej Wody po tak zwanej Magistrali Tatrzańskiej.

W tym miejscu żegnamy się z wygodnym podłożem. Ścieżka prowadząca w górę Doliny Staroleśnej jest kamienista i miejscami przykryta cienką warstwą śniegu lub lodu. Mamy oczywiście ze sobą raczki, jednak tu nie decydujemy się jeszcze ich zakładać.

Dolina Staroleśna, niebieski szlak
Niebieski szlak w przez Dolinę Staroleśną.

Początek szlaku prowadzi częściowo lasem, później dookoła dominuje kosodrzewina. Podejście jest łagodne i niezbyt wymagające, choć dzięki temu również dość długie. Dopiero po paru kilometrach teren zaczyna się zmieniać i stawać bardziej skalisty. Gdzieś tu pojawiają się również krótkie odcinki z łańcuchami. Nie są trudne i sami nie korzystamy z ubezpieczeń, jednak przy śliskim podłożu mogłyby być przydatne.

Dolina Staroleśna, łańcuchy
Jeden z kilku ubezpieczonych łańcuchami odcinków.

Po kilkukrotnym przecięciu Staroleśnego Potoku, szlak skręca w lewo i zaczyna się wspinać na pobliskie zbocze. Tam, pierwszy raz dzisiejszego dnia, czeka nas chwila bardziej stromego podejścia. Wspinaczka trwa 20, może 30 minut, po których znów trafiamy na łatwiejszą ścieżką.

W tym miejscu roślinności nie ma już za wiele. Teren staje się surowy, coraz częściej pojawia się lód. Mijamy skutą nim taflę Długo Stawu Staroleśnego i kontynuujemy podejście do schroniska. Z tego miejsca mamy już niezły widok na nasz dzisiejszy cel, a także drogę, którą będziemy się na niego wspinać.

Dolina Staroleśna
Przejście przy Długim Stawie Staroleśnym. W oddali dobrze widać już Staroleśny Szczyt.

Niedługo później jesteśmy już pod Zbójnicką Chatą, która jest jednym z wyżej położonych tatrzańskich schronisk. Tu również robimy kilkunastominutowy postój (niestety, im większa grupa, tym więcej przerw w trakcie marszu), który ja spędzam głównie na podziwianiu okolicy oraz oglądaniu drogi na Świstowy Szczyt.

Zbójnicka Chata
Schronisko Zbójnicka Chata.
Świstowy Szczyt, droga przez Świstowy Grzbiet
Świstowy Szczyt i zaznaczona droga przez Świstowy Grzbiet.

Świstowy Szczyt – droga przez Świstowy Grzbiet

Po przerwie wracamy na szlak i podchodzimy nim jeszcze kawałek w stronę Rohatki. Kawałek za schroniskiem mijamy odejście trasy żółtej (na Czerwoną Ławkę), później pokonujemy niewielki strumień, za którym zbliżamy się do Świstowego Grzbietu. Miejsc nadających się do zejścia ze szlaku jest kilka i ciężko wskazać jedyne słuszne. My wybieramy takie, które wydaje się być w miarę blisko wejścia na grzbiet.

Świstowy Szczyt, wejście przez Świstowy Grzbiet
Miejsce zejścia z niebieskiego szlaku.

Opuściwszy znakowaną ścieżkę trafiamy na trawki, w których nietrudno doszukać się śladów wydeptanej ścieżki. Przez krótką chwilę idziemy nią jeszcze po płaskim terenie, następnie zaczynamy wspinać się do umiarkowanie stromym zboczu.

Trudności są tu niewielkie, a orientacja bezproblemowa. Wysokość zdobywamy dość szybko, choć zróżnicowana kondycyjnie grupa zaczyna się nieco rozciągać. Do pierwszego spiętrzenia docieramy jednak całkiem sprawnie.

Świstowy Grzbiet
Podejście w dolnej części Świstowego Grzbietu.

Kawałek dalej teren się rozszerza i łagodnieje. W stronę kolejnego spiętrzenia idziemy po nawierzchnie głównie trawiastej, choć od czasu do czasu trafiamy też na trochę kamieni. Te bywają dziś mokre, choć nie są jakoś szczególnie uciążliwe.

Wejście na Świstowy Szczyt
Dalsza droga przez Świstowy Grzbiet.

Po kolejnej niedługiej wspinaczce, trafiamy na jeszcze jedną szeroką przełęcz. Z nią Świstowy Grzbiet nabiera nieco bardziej skalistego charakteru. Nim tam jednak dotrzemy, czeka nas jeszcze parę minut łatwego spaceru po trawkach.

Świstowy Szczyt, topo
Skrajna i Pośrednia Świstowa Kopa.

Dotarłszy do Skrajnej Świstowej Kopy przez chwilę zastanawiamy się, czy należy iść górą, czy lepiej będzie ją obejść od prawej strony. Sam przymierzałem się już do pójścia granią, jednak zauważone poniżej kopczyki skłoniły mnie do wybrania obejścia. Pierwsza z opcji raczej nie byłaby szczególnie trudna, ale przy dzisiejszych warunkach niekoniecznie było to warte ryzyka.

Świstowy Grzbiet, obejścia
Obejście Skrajnej, a dalej również Pośredniej Świstowej Kopy.

Na trawersie trafiamy na sporo mniejszych i większych kamieni. Nie ma jednak okazji do używania rąk, a podłoże jest raczej suche, więc fragment nie sprawia problemów. Nie jest zresztą długi – chwilę później odbijamy lekko ku górze i docieramy na przełęcz rozdzielającą Kopy.

Pośrednia Świstowa Kopa
Przełęcz Skrajny Świstowy Karbik oraz obejście Pośredniej Świstowej Kopy.

Kolejna z Kop, tym razem Pośrednia, sprawia wrażenie bardziej wymagającej. I faktycznie, tu wariant graniowy jest oceniany na „mocne jeden” (niektóre opinie mówią nawet o pojedynczych miejscach za II). Z ciekawości podchodzę do pierwszego uskoku i stwierdzam, że pewnie dałoby się go jakoś przejść, ale ponieważ nie mam pojęcia, co czeka dalej (i jak bardzo jest oblodzone), to szybko rezygnuję z tego wariantu. Pójdziemy obejściem.

Z przełęczy nieco schodzimy. Teoretycznie, odcinek nie jest trudny, jednak strome trawki i resztki śniegu wymuszają sporą ostrożność. Tu nawet drobny błąd mógłby się zakończyć zsunięciem do pobliskiej Pustej Kotliny. Idziemy więc powoli, a do zejścia na wygodniejszą ścieżkę potrzebujemy dobrych paru minut.

Obejście Pośredniej Świstowej Kopy
Zejście ze Skrajnego Świstowego Karbika oraz dolna część obejścia Pośredniej Świstowej Kopy.

Później teren znów zaczyna się wznosić. Obchodzimy Pośrednią Kopę, rozglądając się za miejscem, gdzie można by wrócić na grań. Pomysłów niby nie brakuje, ale ciężko wybrać coś pewnego. Wszędzie jest dość stromo, co przy dzisiejszej, śliskiej i wciąż lekko zaśnieżonej nawierzchni nie jest zbyt bezpieczne. W końcu decydujemy o skierowaniu się na wypukłą, częściowo kamienistą grzędę.

Pośrednia Świstowa Kopa, obejście
Droga powrotna w stronę grani.
Świstowy Grzbiet, trudności
Skalno-trawiasta grzęda, którą postanawiamy wrócić na grań.

W pewnej chwili, ten wyceniony na 0 teren robi się na tyle stromy, że postanawiam założyć raczki. Później zaczynam mierzyć się z grzędą. Wchodzę na nią od prawej strony, gdzie miałem jeszcze okazję sprawdzić skalny kominek, który rozważaliśmy przez chwilę jako alternatywną drogę do góry (raczej nie byłby to dobry pomysł).

Z dołu grzęda wydawała się dość przyjazna. Niestety, po wejściu na nią szybko zrozumiałem, że jest to stromy i wcale nie taki łatwy teren. Niby chwytów i stopnie nie brakuje, ale każde poślizgnięcie mogłoby mieć fatalne skutki. Wspinam się więc powoli i bardzo ostrożnie, przy okazji przekazując reszcie ekipy informacje o pokonywanym terenie.

Po paru minutach jestem już nad grzędą. Co prawda jeszcze nie na grani, ale reszta prowadzącej tam drogi jest już trawiasta i łagodniej nachylona. Jedna, może dwie minuty i trafiam na Pośredni Świstowy Karbik, gdzie postanawiam zaczekać na pozostałych.

Droga na Świstowy Szczyt
Łatwiejszy teren ponad stromą grzędą.

Z tego miejsca, na szczyt nie jest już daleko. Skończyły się także główne trudności drogi, więc mogę ściągnąć raczki i przypiąć je do plecaka. Później, gdy jesteśmy już razem, wchodzimy na kamienistą grań i ruszamy w stronę wierzchołka – albo raczej wierzchołków, bo Świstowy Szczyt ma ich aż trzy.

Świstowy Szczyt, wierzchołki
Kamienista grań w stronę wierzchołków Świstowego Szczytu.

Grań trawersujemy nieco z lewej, od strony Dzikiej Kotliny. Na tym odcinku wznosi się ona bardzo łagodnie, a w dodatku jest sucha, co pozwala nam poruszać się dość szybko. Nim jednak dotrzemy do pierwszego z wierzchołków, trafiamy jeszcze na połączenie z inną, najłatwiejszą drogą na Świstowy Szczyt, która prowadzi tu przez wspomnianą Dziką Kotlinę.

Po minięciu skrzyżowania idziemy jeszcze kawałek granią, aż zbliżamy się do kilku większych bloków skalnych, które tworzą wierzchołek Małego Świstowego Szczytu. Wspinamy się na nie bez problemu i (chyba) jako pierwsi dzisiejszego dnia stajemy przy charakterystycznym dla tego miejsca, metalowym trójnogu.

Mały Świstowy Szczyt
Ostatnie metry przez wejściem na Świstowy Szczyt.
Świstowy Szczyt
Metalowy, mocno już zardzewiały trójnóg oraz świetny widok na kilka tatrzańskich gigantów: Lodowy Szczyt, Durne Szczyty, Łomnicę oraz Pośrednią Grań.

Choć ten wierzchołek nie jest najwyższym, ze względu na trójnóg niektórzy turyści uznają go za główny. My wiemy jednak, że jest inaczej, więc zaraz pójdziemy też na dalsze spiętrzenia tej grani. Najpierw robimy jednak chwilę przerwy, by nacieszyć się fantastycznymi widokami, które Świstowy Szczyt oferuje niemal w każdym kierunku.

Świstowy Szczyt, droga przez Dziką Kotlinę
Widok na najwyższy szczyt Tatr – Gerlach, a także na górną część drogi prowadzącej przez Dziką Kotlinę.
Świstowy Szczyt, widok na Dolinę Staroleśną
Spojrzenie na Dolinę Staroleśną. Po lewej stronie widać między innymi Jaworowy Szczyt, Łomnicę i Pośrednią Grań, po prawej wznosi się Sławkowski Szczyt.

Po kilkunastu minutach spędzonych na podziwianiu panoramy, robieniu zdjęć i rozmowie z innymi, przybyłymi niedawno turystami, postanawiamy odwiedzić pozostałe wierzchołki Świstowego. Oba znajdują się niedaleko, a prowadząca tam droga uchodzi za bardzo łatwą.

Świstowy Szczyt, przejście na inne wierzchołki
Przejście na Pośredni oraz Wielki Świstowy Szczyt.

Z pierwszego wierzchołka szybko schodzimy na Świstowy Zawracik, po czym przez moment wspinamy się na Pośredni Świstowy Szczyt. Później sytuacja powtarza się: obniżamy się na Świstową Szczerbinę, a następnie podchodzimy na Wielki Świstowy Szczyt. Choć tu mamy jeszcze po drodze jedną, niewielką i chyba niezwaną kulminację grani. Cała droga faktycznie jest łatwa, a jej optymalny wariant prowadzi nieco poniżej grani, po stronie Dzikiej Kotliny. Ja decyduję się jednak na opcję nieco trudniejszą i trzymam bliżej jej ostrza.

Wielki Świstowy Szczyt
W drodze na Wielki Świstowy Szczyt.

Po dotarciu na Wielki Świstowy Szczyt, przez chwilę podziwiam widoki, a później postanawiam podejść jeszcze kawałek dalej, na kolejne spiętrzenie grani. Tam pojawiają się już jakieś trudności (pewnie 0+), a dodatkowo oblodzenia. Wchodzę bez większych problemów, na zejściu potrzebuję już raczków i sporej ostrożności. Dalej teren robi się jeszcze trudniejszy, więc nawet nie planuję się tam zapuszczać.

Wielki Świstowy Szczyt, widoki
Widoki z Wielkiego Świstowego Szczytu w stronę Gerlacha. Idąc tą niełatwą już granią dalej, można by się dostać na Dziką Turnię, Rohatkę i Małą Wysoką.

Świstowy Szczyt – zejście do Dzikiej Kotliny

Po trwającej chwilę przerwie na Wielkim Świstowym Szczycie postanawiamy wracać na pierwszy z wierzchołków. Czynimy to tą samą drogą co wcześniej, więc znów obywa się bez problemów. Po kilku minutach jesteśmy już pod zardzewiałym trójnogiem. Tym razem sami, bo osoby, które wchodziły na szczyt tuż po nas zdążyły już się zwinąć.

Świstowy Szczyt, grań
Powrót na Mały Świstowy Szczyt.

Po kolejnym niedługim postoju zaczynamy zejście po grani. Albo nieco poniżej niej, bo akurat na tym odcinku, nie trzymamy się ściśle ostrza. Później, po przejściu 150, może 200 metrów odbijamy w prawo i zaczynamy zejście do Dzikiej Kotliny. To przez nią prowadzi najłatwiejsza droga na Świstowy.

Świstowy Szczyt, widoki
Zejście z Małego Świstowego Szczytu z widokiem na Sławkowską Grań.
Świstowy Szczyt, zejście do Dzikiej Kotliny
Miejsce skrętu do Dzikiej Kotliny.

Po skręcie trafiamy na łagodnie nachylone, trawiaste zbocze, przez które biegnie wyraźnie wydeptana ścieżka. Z jej pomocą szybko wytracamy wysokość i w dosłownie parę minut dostajemy się na nieco bardziej stromą i kruchą część drogi.

Dzika Kotlina
Początek zejścia do Dzikiej Kotliny.
Droga przez Dziką Kotlinę
Chwila bardziej stromego i nieco kruchego terenu.

Pokonawszy kruszyznę docieramy na kamieniste dno kotliny i odbijając w lewo kontynuujemy schodzenie. Na tym odcinku poruszamy się zacienionym, dość surowym terenem otoczonym przez piękne, wysokie granie.

Zejście przez Dziką Kotlinę
Dolna część Dzikiej Kotliny.

Przez kolejne minuty poruszamy się to trawkami, to skalnym rumowiskiem. Ścieżka jest w miarę widoczna, a do tego kopczykowana. Schodzimy więc bez problemu, aż do momentu, gdzie pod naszymi nogami pojawia się kamienny chodnik. Tym właśnie sposobem docieramy do niebieskiego szlaku, który ciągnie się w to miejsce z przełęczy Rohatka.

Niebieski, szlak na Rohatkę
Powrót na niebieski szlak.

Po trafieniu na znakowaną ścieżkę skręcamy w lewo i zaczynamy zejście w stronę Zbójnickiej Chaty. Tutejszy teren niewiele różni się od tego, co jeszcze przed chwilą oglądaliśmy w Dzikiej Kotlinie. To łagodnie nachylona, pełna surowych widoków i nieco mrocznego klimatu dolina, w której ciężko spotkać tłumy innych turystów. Jedyną różnicą jest ten wygodny, ułożony dla turystów chodnik.

Zejście do Doliny Staroleśnej
Zejście w stronę Zbójnickiej Chaty.

Po pewnym czasie docieramy do miejsca, gdzie wcześniej schodziliśmy ze szlaku. Mijamy Świstowy Grzbiet, potem przechodzimy przez strumień i jesteśmy przy schronisku. Tu chłopaki upierają się na kolejną przerwę, tym razem nieco dłuższą i z wejściem do środka. No cóż, skoro większość chce, to raczej nie ma sensu się wykłócać.

Powrót przez Dolinę Staroleśną

Jakieś pół godziny później jesteśmy gotowi do dalszej drogi. Opuszczamy budynek, wracamy na szlak i zaczynamy zejście przez Dolinę Staroleśną. Łagodny początek szybko doprowadza nas w okolice Długiego Stawu Staroleśnego, który mijamy z lewej strony. Później pokonujemy ten bardziej stromy, dziś nieco zalodzony odcinek, który w kilkanaście minut sprowadza nas na niższe piętro doliny.

Dolina Staroleśna, zejście
Zejście przez próg Doliny Staroleśnej z niezłym widokiem na Pośrednią Grań.

Poniżej progu poruszamy się w bliższej lub dalszej odległości od Staroleśnego Potoku. Stopniowo opuszczamy surowy, skalisty teren i trafiamy między kosówkę. Niedługo później pojawia się też teren zalesiony, którym docieramy do skrzyżowania szlaków u wylotu Doliny Staroleśnej.

W tym miejscu przeskakujemy na trasę znakowaną na czerwono i przez jakiś czas pochodzimy nią w stronę Hrebienoka. Ten zatłoczone ośrodek mijamy bez zatrzymania, schodzimy na asfalt i przez nieco ponad 20 minut drepczemy nim w stronę Starego Smokowca, od czasu do czasu wspomagając się leśnymi skrótami. Po zejściu do miejscowości zostaje już tylko wsiąść do samochodu i rozpocząć kilkugodzinny powrót do domu.

Wejście na Świstowy Szczyt – podsumowanie

Muszę przyznać, że przez dłuższy czas zupełnie mnie nie ciągnęło na ten szczyt. Uważałem, że jest zbyt łatwy i nieszczególnie wysoki, więc bez wahania wybierałem inne, ambitniejsze cele. Świstowym zainteresowałem się dopiero wtedy, gdy w Tatrach pojawiły się gorsze warunki i szkoda było odpuszczać słoneczne dni. Oczywiście, nie żałuję takiego podejścia, bo uważam, że w szczycie sezonu na prawdę warto realizować te trudniejsze pomysły, jednak cieszę się, że w końcu zwróciłem uwagę na ten niepozorny szczyt.

Widoki ze Świstowego autentycznie mnie zachwyciły, a prowadzące tam drogi okazały się ciekawe. Zdecydowanie więcej frajdy dała mi ta wejściowa, prowadząca przez Świstowy Grzbiet (szczególnie, że panujące warunki nieco ją utrudniły), choć wariant przez Dziką Kotlinę też miał swój urok. Ta druga opcja nieźle nadaje się również na wejście zimowe, które szczerze mówiąc, już zaczęło chodzić mi po głowie.

A dla kogo ten szczyt? Wydaje mi się, że praktycznie dla każdego, kto na choć trochę doświadczenia w poruszaniu się po Tatrach Wysokich. Wejście jest łatwe, w miarę szybkie i dość intuicyjne. Powiem nawet, że Świstowy Szczyt całkiem nieźle nadaje się na jedno z pierwszych zejść ze szlaku, choć uważam też, że warto go odwiedzić niezależnie od swojego poziomu zaawansowania. To po prostu fajna góra i przede wszystkim – rewelacyjny punkt widokowy.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.