Baranie Rogi zimą – droga, trudności, zdjęcia

Baranie Rogi są jednym z najłatwiejszych i najczęściej odwiedzanych szczytów, których wysokość przekracza 2500 metrów. Góra od dawna przyciąga fanów turystyki pozaszlakowej, w szczególności zdobywców Wielkiej Korony Tatr. Sam byłem tam już jesienią 2020 roku, teraz przyszła pora na wejście zimowe.

Relacja z wycieczki dostępna jest również w wersji filmowej. Aby obejrzeć materiał, kliknij tutaj.

Opisane w tym tekście wejście na Baranie Rogi było bezpośrednią kontynuacją wizyty w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich. Tamten spacer stanowił nasz „plan miminum” na ten dzień, jednak gdyby się okazało, że warunki pozwolą iść dalej, to chcieliśmy zejść ze szlaku i spróbować się dostać gdzieś wyżej. A, że w tej okolicy Baranie Rogi uchodzą za najłatwiejsze, to wybór był dość oczywisty.

Baranie Rogi zimą – co warto wiedzieć

Sporo o Baranich Rogach pisałem już w tym tekście, więc raczej widzę sensu w powtarzaniu tych podstawowych informacji. Tu skupię się głównie na tym, co dotyczy zdobywania tego szczytu zimą.

Zacznijmy od legalności. Na Słowacji, w okresie od 1 listopada do 15 czerwca obowiązuje zakaz poruszania się po szlakach wytyczonych powyżej schronisk (w uproszczeniu, bo istnieją od tej zasady pewnie odstępstwa). Idąc do Doliny Pięciu Stawów Spiskich można więc dojść pod Chatę Teryego i wrócić tą samą drogą. Te zasady dotyczą jednak „zwykłych” turystów. Taternikom nadal wolno chodzić tam, gdzie latem, pod warunkiem posiadania legitymacji jakiegoś klubu wysokogórskiego oraz wyboru drogi o odpowiednim poziomie trudności. W stosunku do lata nic się więc nie zmienia. Legalnie można iść drogą za co najmniej III w skali UIAA, na innej można otrzymać mandat i zostać zawróconym z trasy.

Ok, tyle teorii. W praktyce szczyt jest regularnie odwiedzany najłatwiejszymi drogami i nie słyszałem, by ktokolwiek miał z tym jakieś problemy. Jedyna różnica jest taka, że zimą znaczna większość chodzi od Doliny Pięciu Stawów Spiskich. Trasa od Doliny Kieżmarskiej jest o tej porze roku znacznie trudniejsza, a do tego bardziej zagrożona lawinami.

W kontekście trudności, zimą ciężko jest je jednoznacznie opisać. Dużo zależy od warunków, a te każdego dnia mogą być nieco inne. Czasem droga nie będzie bardziej wymagająca niż jej letni wariant, kiedy indziej śnieg nie pozwoli dostać się na szczyt lub – ze względu na duże prawdopodobieństwo lawin – uczyni to bardzo ryzykownym. Myślę, że uprawianie turystyki pozaszlakowej zimą wymaga dużego doświadczenia oraz umiejętności oceny panujących warunków.

Sam przebieg drogi jest jednak dość podobny do tego, którym chodzi się latem. Jedyne różnice polecają na przejściu przez Pośredni Staw Spiski zamiast jego obchodzenia, a także w nieco innym wariancie wejścia na grań Baranich Rogów. Poza tym, trasa jest standardowa i bardzo czytelna.

Pod kątem sprzętu, na pewno obowiązkowe będą kask, raki oraz czekan. Wystarczy jeden, turystyczny. W trudniejszych warunkach można pomyśleć o asekuracji, szczególnie w końcówce podejścia na Baranią Przełęcz albo przy wyjściu z przełęczy na grań. Jednak i tu odsyłam od samodzielnej oceny panujących warunków. My na opisane tu przejście linę zabraliśmy, choć całą wycieczkę przeleżała ona w plecaku.

Wejście na Baranie Rogi zimą – relacja z wycieczki

Dojście pod Chatę Teryego

Do Starego Smokowca dojeżdżamy już po wschodzie słońca, niedługo przed ósmą rano. Zostawiamy samochód na jednym z położonych wyżej parkingów, zabieramy sprzęt i ruszamy w stronę Hrebienoka. Pod ośrodek docieramy asfaltową drogą, od czasu do czasu korzystając z przecinających ją skrótów.

Następnie zmieniamy szlak na czerwony i schodzimy nim na dno Doliny Zimnej Wody. Później czeka nas trochę podejścia pod Chatę Zamkowskiego, a potem dość długi spacer przez Dolinę Małej Zimnej Wody. Tam pierwszy fragment jest w miarę płaski i niezbyt wymagający, lecz za nim zaczyna się żmudna wspinaczka przez stromy, ponad 300-metrowy próg, który kończy się w okolicy Chaty Teryego. Bardziej szczegółowy opis tej trasy można przeczytać w tekście o przejściu do Doliny Pięciu Stawów Spiskich zimą.

Barania Przełęcz – wejście od Doliny Pięciu Stawów Spiskich

Pod popularną „Terinką” urządzamy sobie chwilę przerwy. Tam mamy okazję zebrać nieco rozciągniętą na podejściu ekipę, coś zjeść, a także przygotować sprzęt na dalszą część wycieczki. W moim przypadku jest to założenie raków, przygotowanie czekana, a także ubranie uprzęży. Nie wiemy, czy ta ostatnia będzie w ogóle potrzebna, jednak znacznie łatwiej jest ją ubrać tutaj, niż później kombinować w trudnym terenie.

Gdy wszyscy są gotowi, ruszamy w kierunku Pośredniego Spiskiego Stawu. Po chwili łatwego marszu schodzimy na jego zamarzniętą taflę i tam spędzamy kolejnych parę minut. Pod nogami nietrudno dostrzec dziesiątki śladów innych turystów, którzy nawet zimą regularnie odwiedzają Baranie Rogi.

Dolina Pięciu Stawów Spiskich zimą
Zejście na taflę Pośredniego Stawu Spiskiego, gdzie bardzo wyraźnie widać ślady wcześniejszych przejść.
Droga na Baranie Rogi zimą
Zimowa droga na Baranie Rogi.

Za stawem wychodzimy na ląd i jeszcze przez chwilę idziemy po w miarę płaskim terenie. Dopiero później zaczyna się on lekko wznosić. Nachylenie rośnie stopniowo, tak że ciężko odczuć jakąś wyraźną zmianę. Po prostu, gdy w pewnym momencie spoglądam za siebie, dociera do mnie, że udało się już nabrać trochę wysokości.

Baranie Rogi, wejście zimą
Podejście kawałek za stawem.

Na tym odcinku pokrywa śnieżna jest dobra lub wręcz bardzo dobra. W pewnej chwili pojawia się jednak trudniejszy odcinek z twardym, mocno zdrożonym śniegiem. Tu jeden z członków naszej ekipy postanawia zawrócić i poczekać na resztę w schronisku.

Powyżej twardego odcinka mamy jeszcze chwilę nieco bardziej stromego podejścia, później trafiamy na łagodniej nachylone pole śnieżne. W tym momencie droga zaczyna skręcać w prawo, ku żlebowi wyprowadzającemu na Baranią Przełęcz.

Wejście na Baranią Przełęcz zimą
Podejście w stronę Baraniej Przełęczy.

Tu znów z czasem robi się stromiej. Żleb nie wydaje się daleko, jednak nim pod niego dotrzemy, minie trochę czasu. W końcu się jednak udaje i możemy zacząć wspinaczkę. Dziś nie jest ona szczególnie wymagająca. W żlebie wszystkie skały i luźne kamienie są pod śniegiem, więc zostaje po prostu mozolne, choć bezproblemowe nabieranie wysokości. Szczerze mówiąc, przed wycieczką myślałem, że będzie tu bardziej stromo.

Barania Przełęcz zimą
Szeroki żleb prowadzący na Baranią Przełęcz.

Podczas podejścia mijamy kilka schodzących osób, a także zjeżdżających skiturowców. Dla tych ostatnich, Barania Przełęcz jest dość popularnym celem. W ogóle, na terenie Doliny Pięciu Stawów Spiskich nietrudno wypatrzeć sporo śladów po narciarskich zjazdach.

Po pewnym czasie udaje mi się dostać na przełęcz. Wchodzę pierwszy, reszta idzie nieco z tyłu, więc mam okazję chwilę odpocząć. W międzyczasie obserwuję, jak dwójka skiturowców wdrapuje się tu od strony Doliny Kieżmarskiej. Ten wariant jest wyraźnie trudniejszy i rzadko używany zimą, więc mimo kilku dni dobrej pogody, ich ślad jest tym pierwszym.

Zimowe wejście na Baranie Rogi

Piotrek dociera do mnie dość szybko, Adam jest gdzieś dalej. W tym momencie myślę jeszcze, że jest w parze z Markiem (o wspomnianym wcześniej zawróceniu dowiem się później). Postanawiamy więc nie marznąć zbyt długo i ruszyć w stronę szczytu we dwójkę.

Skręcamy w lewo i za wyraźnym śladem podchodzimy do najbliższych skał. Te musimy obejść również z lewej, w terenie, który wymaga przykucnięcia lub wręcz przejścia na czworakach. Z początku wygląda to nieco ryzykownie, ale okazuje się dość łatwe.

Baranie Rogi, wejście w zimie
Widok z Baraniej Przełęczy na drogę w stronę wierzchołka Baranich Rogów.

Dalej mamy do pokonania niedługi, choć stromy żleb. To największa trudność całej dzisiejszej drogi. Co prawda stopni tu nie brakuje, ale śnieg jest twardy, a poniżej żlebu znajduje się skalisty teren. Lepiej więc iść powoli i ostrożnie, bo ewentualny upadek raczej nie skończyłby się zbyt dobrze.

Baranie Rogi w zimie
Stromy żleb kawałek za Baranią Przełęczą.
Baranie Rogi zimą
Dzisiejsze warunki w żlebie.

Podczas podejścia mijamy kilka wracających osób. Praktycznie każdy schodzi tu przodem do zbocza, więc zakładam, że i nas będzie to potem czekać.

Baranie Rogi zimą, trudności
Górna część żlebu oraz kilka osób wracających ze szczytu.

W końcu nachylenie terenu zaczyna spadać. Po przejściu żlebu wychodzimy na szeroką grań, która jeszcze przez chwilę się wznosi, a później odsłania piękny widok na wierzchołek. Z tego miejsca mamy do niego już całkiem blisko. Trudności techniczne również zostają za nami. Jedynym problemem jest tylko porywisty wiatr, który tego dnia potrafi skutecznie „schłodzić atmosferę”.

Wejście na Baranie Rogi zimą
Wejście na grań Baranich Rogów.
Wejście na Baranie Rogi w zimie
Chwilę później mamy już świetny widok na wierzchołek.

Przez chwilę idziemy prosto, nie nabierając zbyt dużo wysokości. Później grań zaczyna się wznosić i delikatnie skręcać w prawo. Tu znów musimy włożyć nieco wysiłku w podejście, jednak dobrze wiemy, iż do szczytu zostało już tylko parę minut.

Baranie Rogi, wejście zimowe
Końcówka podejścia na wierzchołek.

Wkrótce moim oczom ukazuje się charakterystyczne okno skalne, a także dwie inne skały układające się w coś na kształt rogów. To im góra zawdzięcza swoją nazwę.

Zimowe wejście na Baranie Rogi
Charakterystyczne skały na wierzchołku Baranich Rogów.

Ok, jestem na szczycie. Dla mnie to rekord wysokości, jaką udało mi się osiągnąć zimą. Samo wejście nie było jednak dość trudne, więc cieszę się z dobrego dopasowania celu do panujących warunków. Powodów do radości mam zresztą znacznie więcej. Od rana mamy tu dobrą pogodę, nieprzesłonięte niczym widoki i zero innych turystów na szczycie. Gdyby tylko nie ten wiatr, który już po kilku minutach postoju zaczyna nas nieźle wychładzać…

Baranie Rogi, widok na Lodowy Szczyt
Widok w stronę Lodowego Szczytu. Tam też weszło dziś co najmniej kilka osób.
Baranie Rogi, grań
Po lewej Kieżmarskie Szczyty, po prawej Durne Szczyty.
Baranie Rogi, widoki
Dalsza część grani Baranich Rogów, a w tle dwa najwyższe szczyty Tatr Bielskich: Hawrań i Płaczliwa Skała.
Widoki z Baranich Rogów
Grań Jatek.

Zejście ze szczytu

Widoki z Baranich Rogów są bardzo ładne i z pewnością zasługują, by poświęcić im więcej niż parę minut, jednak wiatr nie daje za wygraną. Praktycznie nie da się przed nim schować, więc już po chwili zaczynamy myśleć o zejściu. Oczywiście tym samy wariantem, bo nie za bardzo da się znaleźć inny, nadający się do pokonania bez sprzętu wspinaczkowego.

Opuszczamy wierzchołek, idziemy chwilę granią i w parę minut docieramy nad żleb. Piotrek, mający znacznie więcej zimowego doświadczenia ode mnie, po prostu nim zbiega. Może nie dosłownie, ale wchodzi na jakąś stromiznę bez śladów i nie obracając się twarzą do zbocza szybko wytraca wysokość. Ja aż tak odważny nie jestem. Wolę powoli, bezpieczniej, starannie poprawiając stopnie i asekurując się czekanem.

Baranie Rogi, zejście
Zejście stromym żlebem, a także dalsza część drogi w dół.

Po kilku minutach znów jesteśmy razem i kontynuujemy marsz w stronę przełęczy. Nim jednak tam dotrzemy, mamy jeszcze okazję porozmawiać z jednym Słowakiem, który chwilę wcześniej zawrócił przez żlebem. Później, ponowi on próbę wejścia na szczyt, jednak i ona zakończy się wycofem.

My tymczasem przechodzimy pod skałą z eksponowanym trawersem, obniżamy się jeszcze parę metrów i docieramy na Baranią Przełęcz. Z tego miejsca dostrzegamy Adama, który właśnie kończy podejście. Idzie sam, wygląda na zmęczonego. Dopiero wtedy dowiadujemy się, że Marek odpuścił. Adamowi też w sumie wiele nie brakuje, jednak wraz w Piotrkiem stwierdzamy, że jak chce iść na szczyt, to chętnie pójdziemy z nim jeszcze raz.

I faktycznie, tego dnia zdobywam Baranie Rogi dwukrotnie – raz w dwójkę, raz w trójkę. Dokładnie tą samą trasą, walcząc z tymi samymi wyzwaniami i ciesząc się tą samą, pełną uroku panoramą. Kosztowało to oczywiście nieco więcej wysiłku, ale i tak myślę, że było warto.

Później, po ponownym powrocie na przełęcz zaczynamy zejście do doliny. Wraz z upływem dnia śnieg w żlebie zdążył nieco zmięknąć, więc można tędy dosłownie zbiegać. Dzięki temu, już po chwili jesteśmy na łagodniej nachylonym polu śnieżnym.

Zejście z Baranich Rogów
Zejście żlebem pod Baranią Przełęczą.
Baranie Rogi, zejście w zimie
Z czasem droga robi się coraz mniej stroma.

Jeszcze przez chwilę idziemy prosto, później zaczynamy odbijać w lewo. Z czasem zyskujemy niezły widok na kilka zamarzniętych stawów oraz schronisko położone blisko progu doliny. Wytracanie wysokości idzie bardzo sprawnie, a jedyny wymagający większej uwagi fragment to ten krótki odcinek twardego, nieco pochyłego zbocza.

Zejście z Baranich Rogów w zimie
Powrót do Doliny Pięciu Stawów Spiskich.
Baranie Rogi, zejście do Doliny Pięciu Stawów Spiskich
Dolna część zejścia, już za wszystkimi trudnościami.

W końcu maszerujemy już niemal po płaskim. Chwilę później jesteśmy na tafli Pośredniego Stawu Spiskiego, a za nim podchodzimy jeszcze kawałek w stronę Terinki. Tam kończymy pozaszlakową część tej wycieczki, ściągamy z siebie większość sprzętu i urządzamy jakąś dłuższą przerwę.

Dolina Pięciu Stawów Spiskich w zimie
Powrót pod schronisko Chata Teryego.

Ostatnim etapem wędrówki jest zejście na parking w Starym Smokowcu. Robimy to częściowo zielonym, częściowo czerwonym szlakiem. Przez większość czasu idziemy już po zachodzie słońca. Szczegółów nie będę tu jednak opisywał. Można je znaleźć w moim poprzednim artykule, skupiającym się na odwiedzeniu Doliny Pięciu Stawów Spiskich zimą.

Baranie Rogi zimą – podsumowanie

Wiecie co? Zaczyna mi chodzi po głowie zdobycie WKT (Wielkiej Korony Tatr) zimą. Wiem, że to projekt na lata i teraz nie jestem gotowy nawet na połowę z tych szczytów, ale byłoby to całkiem niezłe osiągnięcie, prawda? Nie mam oczywiście zamiaru fiksować się wyłącznie na tej najwyższej czternastce – jest w Tatrach mnóstwo innych gór, które chciałbym odwiedzić o tej dość wymagającej porze roku. Za górskim „kolekcjonerstwem” też z resztą nie przepadam, ale cóż, idea została zasiana, więc kto wie czy coś z niej kiedyś nie wykiełkuje.

A póki co, jestem po wejściu na Baranie Rogi. To bardzo fajny szczyt, który w panujących tego dnia warunkach nie okazał się aż tak wymagający. Zdarzało mi się robić trudniejsze rzeczy (bardziej strome i wymagające technicznie) nawet na „zwykłych”, znakowanych szlakach. Jeśli więc ktoś ma już za sobą trochę zimowego łażenia – również tego pozaszlakowego! – to pewnie da radę i tutaj. To całkiem niezłe miejsce, by rozwijać i szlifować swoje umiejętności, szczególnie dla osób, które z czasem chcą sobie wyznaczać coraz bardziej ambitne cele.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.