Beskid Wyspowy – Ciecień (pętla z miejscowości Szczyrzyc)

Weekendowy wypad na położony w Beskidzie Wyspowym Ciecień. Na ten mierzący 829 metry szczyt prowadzi wiele krótkich, choć miejscami stromych szlaków. W ramach dzisiejszej wycieczki odwiedzam zielony, czerwony oraz żółty.

Po kilku tygodniach przerwy znów wracam w góry. Mimo ostatnio mocno deszczowej aury, sobota, a przynajmniej jej pierwsza część, zapowiadała się pogodnie. Szkoda byłoby więc nie skorzystać z okazji i nie wyskoczyć gdzieś za miasto. Tym razem padło na Ciecień – bo w miarę blisko, nigdy wcześniej nie byłem, a i prowadzące na szczyt szlaki nie należą do zbyt długich, więc w razie ewentualnego załamania pogody, będzie gdzie uciekać.

Ciecień – informacje i szlaki na szczyt

Góra mierzy 829 metrów wysokości i leży na północnym krańcu Beskidu Wyspowego w okolicy miejscowości Wiśniowa, Szczyrzyc i Skrzydlna. Z każdej z nich na szczyt prowadzi co najmniej jeden szlak turystyczny. Niestety, całkowicie zalesiony wierzchołek nie oferuje żadnych widoków na okolicę.

Na Ciecień można wejść następującymi szlakami:

  • niebieskim z przełęczy Wielkie Drogi,
  • niebieskim z miejscowości Czasław,
  • zielonym z Wiśniowej,
  • zielonym ze Szczyrzyca,
  • żółtym ze Szczyrzyca.

Ponadto, w pobliżu wierzchołka przebiega czerwony szlak z Szczyrzyca do Skrzydlnej, a w połączeniu z niebieskim szlakiem można też wejść na Ciecień inną żółtą trasą ze Szczyrzyca, prowadzącą przez Księżą Górę.

Jak widać, dostępnych opcji jest mnóstwo. Żadna z tras nie jest długa, choć ze względu na ich prostopadły przebieg względem grzbietu masywu, należy się spodziewać co najmniej kilku stromych odcinków.

W kwestii szczegółów i planowania wycieczki, odsyłam do mojego ulubionego portalu ze szlakami: mapa-turystyczna.pl.

Kraków – Szczyrzyc, dojazd komunikacją publiczną

Na dzień dzisiejszy, tę trasę obsługuje tylko jeden przewoźnik: firma Michalus. Korzystając z jej kursów można dostać się na szlaki startujące ze Szczyrzyca oraz ze Skrzydlnej, choć do tej drugiej miejscowości połączeń jest mniej.

Czas jazdy z Krakowa wynosi, w zależności od miejsca wsiadania, godzinę do półtorej. Busiki nie są zbyt nowe, ale z moich doświadczeń punktualne i nieprzepełnione, jak w przypadku innych „górskich” połączeń. Problemem jest jedynie częstotliwość kursów. W tygodniu są co 1-2h, w sobotę trochę rzadziej, a w niedzielę tylko sporadycznie. Warto więc dobrze policzyć czas potrzebny na przejście trasy, żeby później nie musieć godzinami czekać na przystanku.

Wejście zielonym szlakiem na Ciecień

W Szczyrzycu jestem około 9-tej. Wybrałem tę porę głównie ze względu na bus powrotny o godzinie 12:15. Zaplanowana trasa powinna (teoretycznie) zająć 3:15h. Więc niby bez marginesu na opóźnienia, ale pewnie trasę przejdę nieco szybciej, więc ten margines i tak będzie.

Oznaczenia zielonego szlaku widziałem już z autobusu, więc po jego opuszczeniu nie muszę poświęcać czasu na szukanie drogi. Idę chwilę prosto i trafiam na obwieszony szlakowskazami słup w centrum miasteczka. Na Ciecień 2,5h (mapa turystyczna podaje 1:58h, choć odcinek ma niecałe 5 km długości, więc obie opcje wydają mi się lekko przesadzone).

Skręcam w lewo, przechodzę przez mostek nad Stradomką, a potem, na rozdrożu z żółtym szlakiem, ponownie w lewo. Zaczyna się pierwsze podejście. Jeszcze wśród zabudowań, jeszcze po asfalcie. Tak będzie niestety przez prawie 2 km. Ale nie jest to jakiś bardzo nieprzyjemny odcinek. Po wyjściu z okolic centrum w krajobrazie zaczynają dominować sady owocowe i zielone, majowe łąki, a dzięki nabieranej powoli wysokości mam też ładny widok na okoliczne wzniesienia.

Początek zielonego szlaku na Ciecień to głównie marsz wśród sadów i jednorodzinnej zabudowy.
Widoki na południe. W oddali widać inne szczyty Beskidu Wyspowego.
Ciecień widzę cały czas przed sobą, jednak ten asfalt już mi się trochę dłuży.

Droga kończy się na skraju lasu, po około 25 minutach marszu. Dalej mam szeroką drogę gruntową i przyjemny cień. Dzisiejsza pogoda jest już bowiem bardziej letnia niż wiosenna, a górujące na bezchmurnym niebie słońce potrafi nieźle przypiec. Mam nadzieję, że nie będę żałował decyzji o zostawieniu kremu z filtrem w domu.

Początek leśnego odcinka, który będzie się ciągnął aż do szczytu.

Wraz z wejściem do lasu znikają też ludzie. Na obrzeżach wsi było ich trochę, głównie pracujących lub bawiących się na podwórkach przed domami. Teraz cisza i spokój. Szlak nie jest szczególnie popularny, więc zastanawiam się ilu innych turystów dziś spotkam.

Po paru minutach na szerokiej drodze, szlak skręca w węższą, bardziej stromą i pełną błota. No cóż, przez ostatnie dni trochę popadało, więc nie jest to zaskoczeniem. To właśnie ze względu na grząską nawierzchnię zdecydowałem się dziś na wysokie buty trekkingowe, zamiast, jak przeważnie po Beskidach, chodzić w lekkich i przewiewnych biegówkach.

Im głębiej w las, tym więcej błota.

Idąc na mało popularną trasę, zawsze trochę obawiam się o oznaczenia szlaku. Tu na szczęście jest dobrze. Symbole może i nie są najświeższe, ale wciąż widoczne i o gęstości, która sprawia, że nawigacja raczej nie będzie potrzebna.

Tak, jak pisałem we wstępie, na Ciecień idzie się niejako „od boku”, prostopadle do przebiegu masywu. Dopiero teraz zaczynam jednak odczuwać tego konsekwencje. Nachylenie szlaku rośnie i muszę nieco zwolnić tempo. Ale generalnie się cieszę, bo podejścia (w przeciwieństwie do zejść) to jedna z rzeczy, które w górach lubię najbardziej.

Stromizna nie jest ciągła. Odcinki mocniej po górę przeplatane są bardziej płaskimi, wiec jest gdzie zregenerować siły.

Podejście na Ciecień jest momentami dość strome, ale zdarzają się również bardzie płaskie fragmenty.
Oznaczenie szlaku jest czytelne i nie sprawia żadnych problemów w nawigacji po trasie.
Wędrówka w takim otoczeniu jest naprawdę przyjemna!

Do pewnym czasie do ścieżki dołącza szlak czerwony. On również prowadzi ze Szczyrzyca. Z jakieś powodu nie przechodzi jednak przez szczyt, tylko skręca na południe parę minut przed nim.

Kolejne kilkaset metrów i witam się z kolorem niebieskim. Tu jest też kilka tabliczek z dokładniejszym opisem tras. Dowiaduję się z nich między innymi, że to wierzchołka zostało 15 minut marszu. Tylko tyle?! Przecież idę dopiero 50, a tempo nie należy do szczególnie mocnych. Niby zawsze chodzę trochę szybciej niż oznaczenia na szlakowskazach, ale różnice nie powinny być aż tak duże.

Skrzyżowanie szlaków pod Ciecieniem (lub pod Cietniem, bo taka nazwa też występuje).

Przez chwilę ścieżka jest dość płaska. Idę więc kawałek przy czerwono – niebiesko – zielonych oznaczeniach w stronę znajdującego się coraz bliżej szczytu. Parę minut później szlak czerwony faktycznie odbija na południe, ale w jego miejsce od razu pojawia się inny, oznaczony żółtą farbą.

Do szczytu już całkiem niedaleko.

Przede mną ostatnie podejście. Wymagające nawet nie ze względu na nachylenie, lecz parę powalonych drzew, przez które trzeba się przeciskać albo kombinować z obejściami.

Gdy mam to wszystko za sobą, znów idę chwilę w łatwym terenie, który prowadzi mnie aż na wierzchołek. Ten wita mnie typową dla Beskidu Wyspowego tabliczką szczytową z żółto – zielonymi akcentami oraz drewnianych daszkiem. Oprócz niej jest jeszcze parę drogowskazów i… to w zasadzie tyle. Żadnych tablic informacyjnych, ławek, krzyży czy innych, często spotykanych w na szczytach obiektów.

Tabliczka na szczycie Ciecienia.
Są też liczne szlakowskazy, ale poza tym, na wierzchołku nie ma nic wartego uwagi.

Gdzieś w oddali słyszę ludzkie głosy, ale oni raczej schodzą już ze szczytu. Więc nadal bez spotkania z innymi turystami.

Pod tabliczką patrzę na zegarek. Włączony na dole pomiar wskazuje trochę ponad 59 minut, więc myślę, iż można oficjalnie uznać podany w Szczyrzycu czas za przesadzony. Nawet osoba z mocno przeciętną kondycją powinna dać radę tu dotrzeć w około 1,5 – 2 godziny.

Ciecień – zejście po żółtym i czerwonym szlaku

Po dosłownie paru minutach spędzonych na szczycie (i jednym spożytym bananie), decyduję się na zejście. Nie miałem wcześniej planu, którym szlakiem będę wracał. Teraz postanawiam wybrać żółty – w ten sposób najmniejsza część trasy będzie się powtarzać.

Ruszam w dół. Znów omijam powalone drzewa, gdzieniegdzie uważam na błotnistych odcinkach. Po chwili docieram do rozdroża, gdzie żółty i czerwony szlak skręcają prawo.

Zejście z Ciecienia, odcinek tuż pod szczytem.

Obie trasy (żółta i czerwona) prowadzą do Szczyrzyca. Ich przebieg w większości się pokrywa, jednak są 2 miejsca, gdzie na chwilę się rozdzielają. Nie mam pojęcia, czym te krótkie odcinki się różnią, więc po prostu nadal trzymam się postanowienia, że idę za kolorem żółtym.

Żółty szlak na chwilę odłącza się od czerwonego, jednak już po kilku minutach znów idą razem.

Trasa z początku sprawia wrażenie nieco opuszczonej. Droga, po której prowadzi, zdążyła już nieco zarosnąć trawami, a oznaczenia, choć nadal kompletne, są trochę wyblakłe. Później, po powrocie szlaku czerwonego, sytuacja się jednak poprawia. Czyli chyba ten drugi cieszy się większą popularnością.

Jako, że w drodze do góry były strome podejścia, to teraz pora na równie szybkie wytracanie tej wysokości. Dziś nie oznacza to jednak, że będzie szybciej. Ścieżka jest pełna błota i luźnych kamieni, więc wolę poruszać się wolniej i ostrożnie. Wciąż mam zresztą mnóstwo czasu do odjazdu busa, więc wolę ten czas spędzić w lesie niż na przystanku.

Podczas zejścia też muszę pokonać kilka stromych fragmentów.

W pewnym momencie docieram na niewielką polanę z ładną, drewnianą amboną. Chyba nie byłbym sobą, gdybym w takiej sytuacji nie zdecydował się tam podejść i zajrzeć do środka. Zdarza mi się wykorzystywać te konstrukcje nie tylko jako fajny punkt widokowy na okolicę, ale też dobre miejsce na chwilę przerwy i jakiś posiłek. Niestety, ta spotkana dziś okazała się zamknięta na klucz.

Ambona przy szlaku. Niestety, drzwi okazały się zamknięte.

Po powrocie na szlak, znów ruszam w dół. Nachylenie jest umiarkowane, jednak miejscami całą szerokością szlaku płynie woda. W takim momencie zdecydowanie cieszę się z wyboru butów trekkingowych. Inne pewnie właśnie by przemakały.

Gdy to zejście mam za sobą, ścieżka krzyżuje się z płaską, szeroką drogą, którą przez chwilę kontynuuję marsz. Później docieram do granicy lasu i z lekkim uczuciem niedosytu, opuszczam tą uroczą, dającą sporo przyjemnego cienia, krainę.

Chwila po wygodnej, szerokiej drodze.
I to już niestety koniec lasów na dziś. Za tymi drzewami jest już otwarta przestrzeń.

Wraca asfalt, wracają sady i zabudowania ludzkich osad. Nie jest to najprzyjemniejszy odcinek, choć na pocieszenie zostają ciekawe widoki na okoliczne pagórki.

Droga wśród sadów z widokiem na pobliskie wzniesienia.

Trzymając się żółtego szlaku, schodzę coraz niżej i niżej, aż ponownie przekraczam mostek nad Stradomką. Za nim szlak skręca w lewo, lecz tam, zamiast przejścia brzegiem strumienia, trafiam na… płot ze znakiem zakazu i wiszącymi na słupie kamerami. Czyżby ktoś zapomniał o aktualizacji przebiegu szlaku?

Koniec szlaku. Teren prywatny, dalej przejścia nie ma. Na szczęście, ten odcinek nietrudno obejść.

No nic, jest jeszcze druga trasa, która omija ten teren. Cofam się kawałek i od teraz zaczynam śledzić czerwone oznaczenia. Idę prosto, na skrzyżowaniu z główną, dość ruchliwą drogą, skręcam w lewo i ruszam ku centrum miejscowości.

Parę minut później, po drodze minąwszy jeszcze pomnik ofiar II Wojny Światowej, docieram na przystanek, gdzie rano zaczynałem wycieczkę. Od startu minęło niecałe 2:15h, więc faktycznie poszło o wiele szybciej niż powinno. Niestety, to również oznacza, że mną jeszcze ponad godzina czekana na autobus do Krakowa…

Pomnik w Szczyrzycu, ku pamięci poległym podczas II Wojny Światowej.

Podsumowanie wycieczki

Szczerze mówić, liczyłem na trochę więcej chodzenia. Wybrana trasa miała około 10 km długości, z czego niemal 4 i tak były po asfalcie. Nie jest to oczywiście wina samych szlaków, które przecież świadomie wybrałem. Jednak podliczając wszystkie te dojazdy, czekanie i mało ciekawe, miejskie fragmenty, wychodzi, że było tego o wiele więcej niż samej przyjemnej, górskiej wędrówki. Pozostał niedosyt.

Skupiając się jednak na Ciecieniu i prowadzących tam trasach, uważam, że są jak najbardziej w porządku. Oznaczenia dobre, przyroda ładna, a do tego dużo spokoju ze względu na niewielka popularność szczytu (ja, pomimo weekendu, nie spotkałem nikogo). Myślę więc, że można śmiało tę górę odwiedzać, choć raczej w ramach krótkiego spaceru niż z nastawieniem na długą i bardziej wymagającą górską wędrówkę.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.